Mikołajek Syneczek Pati

Postów wyświetlanych: 11 - od 1 do 11 (wszystkich: 11)
  • Autor
    Wpisy
  • #12177

    pati68

    Mikołajek:

    Jestem już taki duży, że wiele szczegółów zapominam i dlatego postanowiłem troszkę faktów zanotować.

    Dzisiaj jest dla mnie bardzo ważna rocznica WIELKIEGO DNIA. Dokładnie rok temu powstałem. A jak? Poprzez jedno wielkie uderzenie. BUM!…i jestem. Tak, to było właśnie 4.02.2002…ach jeszcze raz to powiem …CZWARTEGO LUTEGO DWUTYSIĘCZNEGO DRUGIEGO ROKU. Nie będę już opisywał szczegółów, bo jest to zbyt skomplikowane. Nikt wtedy jeszcze nie wiedział, że się pojawiłem a nawet przypuszczam, że się nie spodziewał. A ja sobie już byłem. Rozpoczęła się moja wielka misja a serce Mamy odmierzało mi czas. Zacząłem rosnąć, ale pomimo tego nadal nikt mnie nie zauważał. Dopiero 25 lutego jakieś okropne światło mnie oślepiło i od tej pory kilkanaście razy ktoś się do mnie zakradał. Ale przeważnie miałem spokój, bo kochana Mama o niego dbała. To pozwoliło mi się skupić na moim rozwoju i celu.

    Hmmm…14 października, kiedy było już bardzo ciemno, niespodziewanie odwiedził mnie Tata. Po jego wizycie, niedługo się namyślając, postanowiłem, że już wkrótce muszę być z Nim i Mamą. Pomogła mi w tym awaria wód płodowych, którą niechcący wywołał Tato. I zaczęło się. Mama zaczęła się strasznie trząść z wrażenia a ja spokojnie siedziałem i czekałem co będzie dalej. Nawet nie dostałem czkawki taki byłem spokojny. I chyba za spokojny, bo kiedy czekałem aż wypchnie mnie stamtąd jakaś tajemnicza siła zacząłem się dusić i na dodatek ta rura od jedzenia nie chciała mnie wypuścić. Wtedy dopiero się trochę przestraszyłem, bo nigdy nie wychodziłem i nie wiedziałem jak się wychodzi. Słabłem coraz bardziej, brakowało mi powietrza a mama sapała jak lokomotywa (ta z mojego ulubionego wiersza Tuwima), żebym tylko miał więcej tlenu. Już myślałem, że ze mną niedługo koniec aż nagle o 8.25 pękł sufit i dwie ręce porwały moje ciałko ku światłu, powietrzu, mamie i tacie. Niestety zamiast przytulić do mamy, trochę mną porzucali a później zamknęli w ciepłym akwarium. Od razu wiedziałem, że to jakiś podstęp, bo zamiast domagać się spotkania z mamą, zrobiło mi się przyjemnie ciepło i błogo, i zasnąłem. Dopiero ok. 17 zobaczyłem moją Mamę. Jaka ona jest do mnie podobna! Kochana Mama bez słów wiedziała czego mi najbardziej brakuje…od razu mnie przytuliła i poczęstowała pysznym mleczkiem.

    Mama Mikołajka:

    Dzisiaj jest cudowny dzień. To właśnie rok temu nasze Dzieciątko przyjęło od nas zaproszenie na świat. Nie wiedzieliśmy, że ono już się do nas wybiera…
    Stojąc przed lustrem (kilka dni po zapłodnieniu) zauważyłam na piersiach zbyt przebijające się przez skórę żyły. Pierwsza myśl, to „jestem w ciąży” a druga „niemożliwe, to na pewno nie to” i po kilku naprzemiennych takich myślach postanowiłam zrobić test (13.02). Pozytywny. Wniosek był oczywisty „test został źle przeprowadzony”, ale nie pozbawiony wątpliwości i nadziei. Rozpierająca radość rzuciła mnie do telefonu, aby powiadomić nieobecnego mężusia o niezwykłym odkryciu drugiej kreski, podczas gdy powinna być tylko jedna. Niestety mąż okazał się być obojętnym czy twardym na podobne wiadomości, odpowiadając mi krótko: „Dobrze, będę za 20 minut”. Nie byłam oczywiście na tyle „nietrzeźwa”, żeby go za to nie opieprzyć. Zjawił się natychmiast. Dopiero wtedy dotarło do niego, że najprawdopodobniej BĘDZIE OJCEM. Przez kilka dni uśmiech nie schodził mu z twarzy. Postanowiłam „spokojnie” poczekać na mającą się niedługo pojawić miesiączkę zaliczając po drodze jeszcze 3 testy (18, 19 i 23.02), które utwierdziły mnie ostatecznie, że BĘDĘ MATKĄ. Jeszcze jedno spojrzenie w lustro na tę dziewczęcą twarz…
    Wizyta u ginekologa (25.02) kolejny raz potwierdziła nasze przypuszczenia i otrzymaliśmy pierwsze zdjęcie fasolki. Prześliczna. Termin porodu wyznaczony został na 27.10.2002. Fasolka rosła, rosła aż na kolejnym USG (w 11 tygodniu) można było już stwierdzić, że jest Syneczkiem. Lekarz wykluczył pomyłkę i rzeczywiście miał oko. Na wszelki wypadek jednak nadal było to dla nas dziecko – ani chłopczyk, ani dziewczynka. Tak więc „ono” zaczęło odczuwalnie plumkać 23.05 o godz. 17.20 (18 tydzień). Później doszło czkanie. Nigdy jednak nie sprawiło mi bólu swoimi ruchami.
    Po przejściowej „impotencji” mąż wreszcie postanowił mocniej przytulić to dziwne jajo, co z nim spało. Z jajem jednak trzeba ostrożnie!…nie tym razem, bo efektem tego przytulania (14.10 późnym wieczorem) było szybkie i chaotyczne (w 5 min.) pakowanie się do szpitala. Wody płodowe odeszły. Cała się trzęsłam ze szczęścia, że już za parę godzin będę trzymała w ramionach moje dzieciątko, na które czekałam w myślach tyle lat. Przybyliśmy do szpitala o 1 w nocy, papierkowe sprawy i oczekujemy w pokoiku na bóle. Miały się pojawić do godziny 7 rano a później wywoływanie porodu. Godzina 3 a ja nic nie odczuwam, czuję się wspaniale i nie potrafię wyobrazić sobie bólu porodowego. Tętno dziecka prawidłowe. Cisza. Rozmowa. Śmiech. Cisza…zaczynają się lekkie bóle. Spojrzenia. To już. Teraz tylko przetrwać nasilające się bóle. Kolejno korzystam z prysznica, toalety, piłki, drabinki, spacerków tam i z powrotem po pokoju…bóle są coraz częstsze i silniejsze…robię się blada, zabraniam mężowi patrzenia na mnie, bo wywołuje to u mnie skurcze. Wołam położną, ale ona za chwilę kończy dyżur, o czym ja nie wiem i informuję ją, że już nie mogę wytrzymać, ze nic mi już nie pomaga. Położna, z początku miła i usłużna, kończy szybko rozmowę: „przecież nie mówiłam, że nie będzie bolało, a poza tym mam cięcie cesarskie i proszę mi nie przeszkadzać”. W myślach podnoszę babę za fraki ale nie mam siły na nic, a tym bardziej na kłótnię i postanawiam skorzystać jeszcze z prysznica. Mąż mnie podprowadza, ściąga klapki, rozbiera, nie mam już siły nawet mówić. Ta sama położna przychodzi i tonem nie znoszącym sprzeciwu mówi, żebym wychodziła spod prysznica, bo przejmuje mnie inna położna. Odczuwam psychiczną ulgę. Nie mogę już z bólu mówić więc mąż informuje położną o moim stanie. Kładę się na łóżku, zamykam oczy. Błagam o znieczulenie. Słyszę spokojny głos położnej: „Proszę głęboko oddychać”. Następnie proponuje mi przyspieszenie porodu i podłącza kroplówkę. Międzyczasie przychodzą różne osoby…nie wiem kto…lekarz, asystent, drugi lekarz i każdy bada, wsadzają paluchy wywołując te potworne skurcze. Trzymam się łóżka, żeby nie wyć z bólu. Wciąż mam zamknięte oczy i skupiam się tylko na tym, aby głęboko oddychać. Mąż dotyka moją dłoń i ciepło mnie uspokaja. „Jak dobrze, że tu jesteś” – dziękuję mu w myślach. Kroplówka okazuje się bezskuteczna. Tętno dziecka gwałtownie spada a rozwarcie jest tylko na dwa palce. Decyzja lekarzy jest natychmiastowa – cesarskie cięcie, nie ma na co czekać. Muszę zwlec się z łóżka na wózek, przebierają mi jeszcze koszulę. „Wytrwaj, już się tobą zajęli, wszystko będzie w porządku” – uspokajam się w myślach. Przewożą mnie do drugiego pokoju, ale ja prawie nie kontaktuję. Mąż został za drzwiami – nie wolno. Znowu musze się wdrapać na łóżko. Jest mi wszystko jedno. Dostaję tlen. Mam wrażenie, że się uduszę. Jednocześnie wkładają mi cewnik. Skurcze. Wyję z bólu NIEEEEEEE. Pełna narkoza. Śpię.
    8.25 – wyjmują z brzuszka mojego synka. Nie widzę go, nie wiem, że się urodził, nie kładą mi go na piersiach.
    ok.17 – budzą mnie, patrzę ale prawie śpię. Przynieśli mi syneczka i przystawili do piersi. Łzy leją mi się po policzkach. „Jesteś Syneńku, cały i zdrowy, kochany”. Nie możemy do dziś nacieszyć się Jego obecnością.

    Pati i 3,5 m. mikolajek.sky.net.pl

    #187627

    pati68

    Mogę być dorosły…ale tylko z Mamą 🙂

    Mikołajek:

    Dzisiaj poczułem się jak dorosły. Kiedy było ciemno i wszystkie dzieci już spały, mama zabrała mnie na spacer a ja mogłem oglądać drzewa pokryte śniegiem i światła. To było cudowne przeżycie. Niestety już taki jestem, że kołysanie wózka mnie usypia a już tym bardziej, że było dużo sniegu i mogłem się podwójnie cieszyć z kołysania. To oczywiście wiąże się z tym, że dwa razy szybciej usnąłem. Wszystko jednak ma swoje dobre i złe strony – tak mówi Mama a skoro tak jest, to uczę się skupiać raczej na tych dobrych…zobaczyłem jak wygląda wieczór a do tego wyspałem się.

    Spacery….bardzo je lubię. Prawie codziennie po dłuższej zabawie, Mama karmi mnie i wkłada do wózka. Po wyjściu z domu oglądam drzewa i szybko zasypiam. Ale zdarza się, że za bardzo mi się chce spać, abym mógł zasnąć i wtedy samo mi się płacze. Mama wtedy kołysze wózkiem a przyczepiony przy budce pajacyk-błazen zaczyna dzwonić dzwoneczkami. Troszkę mi wtedy lepiej i powoli się uspokajam. Przed snem jeszcze mówię do pajacyka „geee-guuuu-gyyyy-auuuu-yuuuu” i dopiero wtedy spokojnie zasypiam. Śpię przeważnie 3 godziny ale nie jest to regułą. Przez pierwszą godzinkę mam głęboki sen i Mama szybko załatwia swoje sprawy a później albo budzę się całkowicie albo uchylam lekko oczka i podglądam. Mama niestety nie daje się nabierać na to, że ja śpię i pochyla się nade mną uśmiechając a ja nie mogę się powstrzymać, żeby się też nie uśmiechnąć i cały plan na nic.
    Zdarza się także, że jesteśmy jeszcze daleko od domu a ja budzę się, bo brzuszek mam pusty i zaczynam płakać.
    Mama wtedy biegnie szybko do domu i ta prędkość mi nawet bardzo odpowiada, ale na głód nie pomaga. Nadal płaczę. Mama od progu zrzuca wszystko i daje mi natychmiast jeść. Mmmmmmniam….jakie pyszne mleczko….śni mi się po nocach. Jestem jak ten kotek z wiersza Tuwima:

    Miauczy kotek: MIAU!
    – Coś ty, kotku, miał?
    – Miałem ja miseczkę mleczka,
    Teraz pusta jest miseczka,
    A jeszcze bym chciał.

    Wzdycha kotek: o!
    – Co ci, kotku, co?
    – Śniła mi się wielka rzeka,
    Wielka rzeka pełna mleka
    Aż po samo dno.

    Pisnął kotek: pii…
    -Pij, koteczku pij!
    Skulił ogon, zmrużył ślipie,
    Śpi – i we śnie mleczko chlipie,
    Bo znów mu się śni.

    Tak, ten pan napisał piękne wiersze. Bardzo je lubię. Najbardziej LOKOMOTYWĘ. Mama kiedy mi go mówi marszczy brwi, później je podnosi, śmieje się, otwiera szeroko oczy, sapie „buch-jak gorąco…”…hi hi chichram się wtedy strasznie.
    Piosenek też już znam wiele ale moimi hitami są „Lulajże Jezuniu” i „Domowe Przedszkole”. A kołysankę Mama śpiewa mi codziennie i też ją bardzo lubię. Tata, jak może to ją gra na gitarze. To jest „Kołysanka dla Okruszka” Agnieszki Osieckiej z muzyką Seweryna Krajewskiego:

    Królu mój, ty śpij, ty śpij a ja,
    królu mój, nie będę dzisiaj spał.
    Kiedyś tam, będziesz miał dorosłą duszę,
    kiedyś tam, kiedyś tam…
    Ale dziś jesteś mały jak okruszek,
    który los rzucił nam.

    Skarbie mój, ty śpij, ty śpij a ja,
    skarbie mój, do snu Ci będę grał.
    Kiedyś tam, będziesz spodnie miał na szelkach,
    kiedyś tam, kiedyś tam…
    Ale dziś jesteś mały jak muszelka,
    którą los zesłał nam.

    Nieraz Mama płacze śpiewając mi tę kołysankę a to z miłości do mnie. Też bardzo Cię kocham Mamo, ale nie umiem jeszcze tak się nad tym skupić i okazać swoich uczuć. Kocham Was w każdym moim uśmiechu i spojrzeniu zaczepionym, kiedy pojawiacie się w zasięgu mojego wzroku, dotyku dłonią Waszego ubrania i energicznych ruchach moich rączek i nóżek tak reagujących na Wasze słowa.

    Pati i 3,5 m. mikolajek.sky.net.pl



    #187628

    misiek

    Re: Mogę być dorosły…ale tylko z Mamą 🙂

    Pati
    dziękuje za Twój pamiętnik,popłakałm sie ze wzruszenia,wspomnienia wróciły ,cooć właściwie wcale nie musiały ,bo są bardzo swieże-Julcia ur się 3.0101
    Pozdrawiam serdecznie
    Aga i Julcia

    #187629

    jagoda

    Re: Mogę być dorosły…ale tylko z Mamą 🙂

    Opisałaś to pięknie. Ja też miałam cc i znieczulenie dokręgosłupowe. Wiem kiedy mój synuś przyszedł na świat, ale dostałam go później i wiem jedno była to najpiękniejsza chwila w moim życiu.Łzy szczęścia i radości.
    Gosia mama Piotra i Czarka

    #187630

    pati68

    Do Misiek i Jagody

    Dziękuję Wam. Myślę, że Wasze opisane wspomnienia byłyby równie wzruszające, do czego gorąco zachęcam.

    Pozdrawiamy

    Pati i 4 m.mikolajek.sky.net.pl

    #187631

    pati68

    Powiedz z kim śpisz….

    Mikołajek:

    Wczoraj Mama zauważyła latającą muchę, a to oznacza, że będzie ciepło, coraz cieplej i skończy się moje spanie z Mamą i Tatą. Powoli czas wracać do stęsknionych zabawek w łóżeczku. Wszystkie bardzo lubię, wszystkie jednakowo smakuję i wszystkie śpią ze mną w łóżeczku. Mama i Tata nie nadają się do spania w łóżeczku. Wystawałyby im nogi. Co innego ja. Nadaję się i do łóżeczka i do łóżka, na którym śpią moi Rodzice. Tylko nie mogę brać na łóżko swoich przyjaciół. Mama zgodziła się tylko na jednego przyjaciela, dlatego wybrałem pajacyka, bo on gra i wtedy słuchamy go wszyscy: my na łóżku i one w łóżeczku. Zasypiam na boku przy Mamie, piję mleczko i Mama zasypia na boku przy mnie. Później przewracam się i śpię na plecach, dlatego rączki muszę mieć rozłożone. Podobno zajmuje mi to jedną połowę łóżka…to jak mieszczą się Mama, Tata i pajacyk na tej drugiej? Ludzie! Takiej ciasnoty nie ma u mnie w łóżeczku! A śpią tam:

    Misiu – duży, różowy misiu. Dostałem go od Mamy a Mama dostała go od Taty, jak mnie nie było jeszcze na świecie. Tym właśnie misiem Tata dał Mamie wyraz swojej Miłości. Mama bardzo lubi tego misia i często się do niego przytulała, jak nie było Taty. Tym misiem na razie się za bardzo nie interesuję i wolę z nim nie zaczynać, bo jest większy ode mnie.

    Zajączek i jeżyk – dwa sierściuchy. Sierściuch jeż ma nieprzyjemne kolce a sierściuch królik jest cały nieprzyjemny. Nie dotykamy się.

    Kot „Lata z Radiem” pseudo „Kocio”- ma ostre wąsy, dlatego Mama ograniczyła moje kontakty z „Kociem”. Ale spoglądam sobie czasem na niego, bo ma takie czarodziejskie oczy. Spodobały mi się od pierwszego spojrzenia.

    Miś polarny i żabka – dostałem je od Mamy i Taty. Kupili je w styczniu specjalnie dla mnie. Żaba grzechocze fajnie, kiedy się nią porusza, co mnie bardzo śmieszy a misiu jest bardzo miękki i milutki. Jak mnie żaba zdenerwuje, to gryzę ją po łapach i straszę, że polubię żabie udka. Żaba chyba to przeżywa, bo cały czas wygląda na przestraszoną i zdziwioną. 14 lutego próbowałem zrobić z niej księżniczkę i obdarowałem najbardziej uślinionym pocałunkiem z moich pocałunków a ona nic. Potrzebny jej chyba ktoś z większymi ustami…Z misiem, tak jak z poprzednim – nie zaczynam.

    Kotek i baranek – są malutkie i na wyciągnięcie ręki, bo Mama przyczepiła je do łóżeczka: kotka z prawej a baranka z lewej strony. Kotek częściej dostaje po mordce, ale nie wiem, czy dlatego że go bardziej lubię, czy mnie bardziej prawa ręka swędzi?

    Pajacyk z pozytywką – dała mi go Babcia w lutym. Od razu mi się spodobał. Niczego mu nie brakuje: jest kolorowy, miękki, duży, ale nie za duży, uśmiecha się, gra i pozwala się dotykać za nogi, kiedy Mama powiesi mi go nad łóżeczkiem.

    Hipcio-pozytywka – to prezent od cioci. Gra najgłośniej z moich pozytywek, ale do tego hipcio rusza oczami i nogami. Zdolniacha, ale ma tylko dwa zęby.

    Karuzelka – to moja pierwsza zabawka kupiona przez Mamę, kiedy miałem miesiąc. Z początku nie mogłem nadążyć za tymi wirującymi miśkami, a teraz to bym je nawet policzył. Jest tam: misio, krówka, hipcio, słonik i byczek. Razem to jest…..eee policzę innym razem.

    Dzwoneczki – dostałem je od Babci. Trzy dzwoneczki: czerwony, niebieski i biały w złote gwiazdki. Pomimo, że są takie same, to każdy inaczej brzmi. Przydały się, kiedy rozdawałem mikołajkowe prezenty….w czerwonym przebraniu, czerwonej czapce….hmmm….jak prawdziwy Mikołaj.

    Grzechotki – to też prezent od cioci. Wiszą nad leżaczkiem i uderzam w nie, kiedy sobie leżakuję. Staram się uderzać lekko ale one, nie wiem dlaczego, często spadają metr dalej. Może się przyzwyczaiły do lotu, kiedy trenuję „rzut grzechotką” i bardzo to lubią?…to pozostaje dla mnie na razie tajemnicą.

    Już niedługo do Was wrócę!….może nawet na zawsze?

    Pati i 4,5 m. mikolajek.sky.net.pl



    #187632

    Anonim

    Re: Powiedz z kim śpisz….

    Mikołajku, cudnie opowiadasz o swoich zabawkach.

    A może one za Tobą tęsknią i chcą abyś wrócił do nich, do łóżeczka?

    Ewa i Krzyś (prawie 3 miesiące!)

    #187633

    catty

    Re: Mikołajek Syneczek Pati

    Pati Twoje opowiadanie jest piękne. Czytam już drugi raz i drugi raz płaczę… Muszę pokazać mężusiowi, pewnie też się pośmieje i wzruszy. Pozdrawiam Ciebie, Mikołajka i nieostrożnego ale zapewne kochanego Tatusia.

    Catty, Misiek i Dzidziuś (25.08.03)

    Edited by smoki on 2003/03/05 14:58.

    #187634

    carma

    Re: Powiedz z kim śpisz….

    Pati, ślicznie ujmujesz myśli w słowa, będę Twoją stałą czytelniczką!

    Carma i Natalka (4,5 miesiąca!)

    #187635

    pati68

    Strachy

    Mikołajek:

    Zacząłem się bać ludzi. Mamy się nie boję, bo ona wygląda normalnie: ma oczy, nos i włosy. Tata ma tak samo, tylko Tacie bardziej wystają zęby, niż Mamie, kiedy się uśmiecha. A Mama mruży oczy. Lubię ich uśmiechy. Lubię patrzeć, kiedy coś mówią a najlepiej nie do mnie, tylko do kogoś…a „kogosie” wyglądają dziwnie: mają takie wielkie oczy jak moja żaba, usta jak mój hipcio, uszy i nos jak mój słonik, a włosy, jak mój jeżyk. Muszę powiedzieć, że jak mają to wszystko naraz, to bardzo się boję. Wszystko zaczęło się od przedwczorajszej wizyty u lekarza z Mamą i Tatą. Już drugi raz bez wózka! Mama mnie ładnie ubrała, później musiałem protestować przy nakładaniu czapki, szalika i wkładaniu mnie do kombinezona do czasu, kiedy już zrobionego na mumię, Mama wzięła mnie na ręce. Następnie przekazała mumię Tacie i dodatkowo okryła kocykiem. Dobrze, że mam oczy ruchome. Wyszliśmy. Był wieczór i wszędzie światła…lampy przy klatce, lampy przy chodniku, lampy przy ulicy, lampy w samochodach…całe szczęście, że Tata nie ma takich pomysłów, jak Mama, żeby poprawiać mi co chwilę czapkę, kiedy kręcę głową i uszy wychodzą…lampy w przychodni. Przed gabinetem zdążyłem sobie popatrzeć jeszcze na biegającą dziewczynkę i już musieliśmy wchodzić. Mama położyła mnie na przewijaku, uśmiechała się a wtedy właśnie podeszła Pani doktor z czerwonymi włosami i chciała pokazać mi słoneczko pozytywkę, ale ja się jej przestraszyłem i zaczynając od „podkówki” gwałtownie przeszedłem w wycie. Mama wzięła mnie na ręce, Tata coś mówił, ale ja płakałem dalej. Mama pokazała mi słoneczko pozytywkę i już miałem się uśmiechnąć a tu Pani doktor się pojawiła i nieprzerwanie znowu zacząłem płakać. Mimo tego Pani doktor zbadała mnie i myślałem, że powie, jak dwa tygodnie temu, że szczepić nie można, bo miałem kaszel i katar, który zrobił się od ropiejącego oczka, które zaropiało, bo wpadła do niego brudna kropla z dachu, kiedy Mama odsłoniła mi budkę w wózku, żebym więcej zobaczył, jak byliśmy na spacerze. Ale ona wysłała mnie na spotkanie z dwoma igłami: jedną w rączkę i płakałem, jedną w pupkę i też płakałem. Wtedy Mama z Tatą zaczęli się wygłupiać i odechciało mi się płakać. Wróciliśmy do domu tak szybko, jak poszliśmy a Mama nie kąpała mnie już, tylko pobawiła się ze mną, zaśpiewała kołysankę i po wypiciu mleczka zasnąłem. W nocy goniły mnie jeszcze pieski….co za horror!
    Następnego dnia, kiedy na spacerze oglądałem sobie spokojnie drzewa podszedł do mojego wózka pan z wąsami. Wydawał mi się znajomy, dlatego przez chwilę na niego patrzyłem ale jak się zorientowałem, że nie mogę sobie przypomnieć kto to jest, rozpłakałem się ze strachu. Pan też się przestraszył i odszedł a Mama uśmiechnęła się i powiedziała, że to mój Dziadziuś. Gdyby mnie ktoś uprzedził…Za to wieczorem przyszła Babcia, która nie ma wąsów i czerwonych włosów, dużego nosa, wielkich oczu ale Mama najpierw trzymała mnie na rączkach i kilka razy powtarzała: „Babcia do ciebie przyszła. To jest Babcia” zanim bez oporów oddałem się w ramiona Babci i dałem czułego buziaka z okazji Dnia Kobiet.
    Niedługo przyjedzie do mnie drugi Dziadziuś. Wiem, jak wygląda na zdjęciach, dlatego jestem przygotowany. Hmm…a jak mu już urosły włosy???

    Pati i 4,5 m. mikolajek.sky.net.pl



    #187636

    pati68

    08.03.2003 – Dzień Kobiet

    Mikołajek:

    Mama jest kobietą! I Babcie też. Tata mi tak powiedział. Wczoraj przyszedł do mnie i zaproponował, że kupimy każdej kobiecie kwiatuszka. Nie bardzo wiedziałem czy się uśmiechnąć, czy rozpłakać, bo nie znałem żadnej kobiety. Czy jest nią ten cykający zegar z przedpokoju, czy mój pajacyk, czy wózek albo telewizor, któremu ruszają się obrazki? Wtedy Tata zrobił mi samolocik i powiedział, że ja też kiedyś poznam swoją kobietę a jutro wręczę kwiatuszka Mamie i Babciom. „To jest nasza mała tajemnica” – powiedział Tata. Nic się nie wygadałem. Dzisiaj, kiedy Tata wrócił z pracy, daliśmy Mamie żółtego tulipana, a Mama jak zwykle uśmiechnęła się i dała buziaczka Tacie i mnie a później już wszyscy się przytuliliśmy. Ale było słodko! Babcie dostały takie same tulipany i też bardzo się ucieszyły. Lubię, jak wszyscy się uśmiechają.

    Pati i 4,5 m. mikolajek.sky.net.pl

Postów wyświetlanych: 11 - od 1 do 11 (wszystkich: 11)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close