po poronieniu

Postów wyświetlanych: 14 - od 1 do 14 (wszystkich: 14)
  • Autor
    Wpisy
  • #86158

    amelka24

    od tygodnia czytam to forum, dokładnie wtedy wróciłam ze szpitala. ciąża obumarła, zabieg łyżeczkowania.. czytam podobne historie, nie miałam pojęcia że tak wiele kobiet to przeżywa. była to moja pierwsza ciąża, nie planowana, ale chciana i oczekiwana, a tu wszystko się skończyło w 10 tygodniu..w szpitalu zostałam potraktowana w miarę delikatnie, jednak lekarz nie mówił nic o tym że mogę poczekać aż sama poronię, od razu zaproponował aby założyć tabletkę i pomóc z tym poronieniem. słyszałam że lepiej jak kobieta sama poroni i nie musi mieć łyżeczkowania. jak jest więc lepiej???

    Edited by amelka24 on 2007/03/05 14:44.

    #1321239

    just5

    Re: po poronieniu

    Gdy z moja pierwsza ciązą było coś nie tak lekarz od razu powiedział że nie zrobi zabiegu. Powiedzial ze mam sie nie oddalac od domu ze moge poronic w kazdej chwili. Balam sie wyjsc z domu bo nie chcialam zeby mnie to spotkalo na ulicy. Dwa tygodnie czekalam aż to sie wkońcu wydarzy. Poronilam poznym wieczorem pech chcial ze bylam sama w domu. Koszmar . Gdyby pozwolono mi zdecydowac wybralabym zabieg.



    #1321240

    amelka24

    Re: po poronieniu

    Dzięki, chyba masz rację. Od czasu gdy się dowiedziałam o tym że mojej ciąży nie uda się uratować do czasu zabiegu minęły dwa dni a ja nie mogłam spać, jeść itp. Lekarz chyba rozumiał moje cierpienie i nie pozwolił mi czekać aż to samo nastąpi. Wyznaczył mi pobyt w szpitalu wtedy gdy on miał dyżur i on się wszystkim zajął. Chyba muszę być mu wdzięczna-mimo wszystko.

    #1321241

    panterka

    Re: po poronieniu

    Bardzo mi przykro, że i Ciebie to spotkało. Ja moje Maleństwo straciłam 5 tyg. temu, również w 10tc. Podczac usg usłyszałam, że serduszko nie bije. Był to piątek, dostałam skierowanie do szpitala i miałam zgłosić się w poniedziałek jeśli przez weekend nic się nie będzie działo. Mój lekarz powiedział, że lepiej będzie gdy poronienie rozpocznie się samoistnie. Do poniedziałku nie dotrwałam bo w niedziele dostałam krwotok i okropnych bóli. W szpitalu położna potwierdziła, że faktycznie lepiej jak poronienie rozpocznie się samoistnie, zwłaszcza gdy jest to pierwsza ciąża. Dlaczego to nie pytałam, nie miałam wtedy do tego głowy. Ale i tak łyżeczkowanie miałam więc nie wiem czy jest to jakaś różnica. Trzymaj się i bądz dobrej myśli, wiem co czujesz bo sama to przechodze, ale musimy być silne bo co innego nam pozostaje. Tego co się stało nie jesteśmy w stanie zmienić, niestety 🙁 Odezwij się jeszcze. Może w większej grupie łatwiej nam będzie. Może jeszcze inne dziewczyny, które ostatnio spotkało to co nas się przyłączą i razem będziemy czekały aż i dla nas słoneczko zaświeci bo na razie to dla mnie SŁOŃCE POKONAŁ CIEŃ.

    panterka77

    #1321242

    pasiasta

    Re: po poronieniu

    W odpowiedzi na:


    więc nie wiem czy jest to jakaś różnica


    Różnica jest zasadnicza – jak jest poronienie w toku, to szyjka się sama rozwiera, gdy nic się nie dzieje a łyżeczkują – wdzierają się na siłę i mogą nieźle napsuć:(

    #1321243

    amelka24

    Re: po poronieniu(panterka77)

    Dzięki za miłe słowa i wsparcie. Czytając to forum jestem prawie przekonana że dobrze się stało że to wszystko wydarzyło się w szpitalu, pod okiem lekarzy. Nie wyobrażam sobie samotnie przechodzić tego wszystkiego w domu, tymbardziej że nie miałam pojęcia jak to wszystko się potoczy i co będą mi robić. Tymczasem miałam bardzo miłą opiekę, pielęgniarki zaglądały do mnie przez cały dzień(od czasu założenia mi tabletek na wywołanie poronienia do zabiegu łyżeczkowania minęło 9 godzin!). Na sali byłam sama, gdyż tak chciałam. Cały dzień był przy mnie mój narzeczony i dzięki niemu jakoś to przetrwałam, chociaż nie było lekko. Cały dzień płakałam z bólu a jeszcze bardziej ze smutku i żalu, że to właśnie mnie spotkało. A ty byłaś już po tym wszystkim na wizycie u gin?? Jak przebiegła, bo ja mojej się bardzo boję. Powiedział ci kiedy ponownie można zacząć starania??

    Edited by amelka24 on 2007/03/06 10:56.



    #1321244

    pasiasta

    Re: po poronieniu

    W tym całym nieszczęściu lepiej jest, jak kobieta sama zacznie ronić. Prawdę mówiąc nie słyszałam o przypadku, że potem nie łyżeczkowali – no może bardzo wczesne ciąże. Teraz profilaktycznie i tak czyszczą.
    Gdy jest inaczej – powinni dać coś [bo dają różńe rzeczy chyba] na wywołanie poronienia. Mi zaaplikowano jakieś 2 tablety w szyjkę i kazano czekać – w szpitalu oczywiście. Jak rozkręciło się na dobre, to dopiero byłam zabrana na stół.
    A z tym, że kobieta sama poroni jest jak napisałam poniżej – chodzi przede wszystkim o rozwieranie szyjki.

    #1321245

    amelka24

    Re: po poronieniu

    Mi też dali dwie tabletki, jeśli się nie mylę to Cytotec i kazali czekać. Tak więc czekałam całe 9 godz bo powiedzieli, że jeśli to jest pierwsza ciąża to lepiej czekać, że im więcej sama się wykrwawie to tym lepiej, bo mniejsza będzie ich inwazja w mój organizm. Ja przez trzy tygodnie brałam Duphaston i tylko chyba przez niego sama wcześniej nie poroniłam i pewnie jeszcze bym musiała trochę poczekać, a ja już nie miałam sił.

    #1321246

    pasiasta

    Re: po poronieniu

    Ja też brałam duphaston, który jak się domyślam nie spowodował poronienia, a był przyczyną noszenia martwego dziecka jakieś 3 tygodnie:( Po odstawieniu duphastonu przez 5 dni nic się samo nie ruszyło.

    #1321247

    panterka

    Re: po poronieniu

    Mój gin. kazał mi się pokazać po pierwszej @, ale ja poszłam dwa tyg. po zabiegu, odebrałam ze szpitala wynik badania histopatologicznego i z tym wynikiem od razu poszłam bo chciałam wiedzieć co i jak. Wynik zobaczył, zbadał mnie i powiedział, że wszystko jest w porządku. Powiedział, że wynik ten jest jedynie potwierdzeniem, że poroniłam. Teraz mam pokazać się po trzeciej @, ale jak do tej pory to jeszcze nie dostałam @. Zawsze miałam długie i nieregularne cykle więc to że jeszcze nie mam to u mnie normalne. Nie dostałam nic na przyśpieszenie i wyregulowanie, zapytałam wprawdzie czy nie lepiej by było żebym coś zażywała na wyregulowanie ale mój gin. powiedział, że na razie poczekamy i zobaczymy jak to teraz będzie wyglądało. Więc zdałam się na niego i czekam aż sama przyjdzie. Jeszcze jak byłam w szpitalu to na drugi dzień po zabiegu zlecił zrobienie mi badań min. na toksoplazmozę, ale jak byłam na tej kontroli to jeszcze wyników nie miał więc nie wiem co one wykażą. Tak do końca to nie wiem ile będę musiała czekać na „zielone światełko” bo wszystko będzie zależało od tego czy wszystko będzie dobrze jak pójde ponownie do kontroli. Ale jeżeli będzie wszystko w porządku to wg mojego lekarza 3 cykle wystarczą i będzie można zacząć się starać. Planuje tak po pierwszej @ zrobić sobie na własną rękę badania tarczycy TSH, FT4 i FT3 i z wynikami udać się do endokrynologa. TSH miałam badane jak byłam w ciąży i wynik mieści się w normie, ale ja jednak powtórze to badanie bo w przeszłości leczyłam się na tarczyce i chce mieć pewność, że z tarczycą jest na pewno w porządku i nie stanowi przeszkody i ryzyka. I nie będę czekała do trzeciej @ ale do gin. pójde po drugiej bo gdyby coś było nie tak to myśle, że lepiej będzie wcześniej zacząć działać i eliminować wszelkie przeszkody. W moim przypadku wg lekarzy gin. prawdopodobną przyczyną poronienia była choroba przebiegająca z wysoką temperaturą. Ja chciałabym jak najszybciej zacząć starania o dzidzie, ale jednak będę czekała na pozwolenie mojego gin. bo najważniejsze dla mnie jest, aby kolejna ciąża zakończyła się szczęśliwie i dlatego nie chce robić nic pochopnie. Nie bój się wizyty u gin., jak będziesz miała wyniki badania histopatologicznego to możesz pójść. Masz jakiegoś zaufaneg?

    panterka77

    Edited by panterka77 on 2007/03/06 23:38.



    #1321248

    amelka24

    Re: po poronieniu

    Ja nie byłam u gin ponad 4 lata. Gdy się dowiedziałam że jestem w ciąży poszłam do innego niż chodziłam wcześniej, na kasę chorych, poleconego przez znajomą pracującą w szpitalu. Pierwsza wizyta trawała krótko, potwierdził tylko wynik testu, że to 6 tydzień, dał duphaston i nic więcej nie mówił. wogóle byłam rozczarowana po tej wizycie. Na drugą kazał miprzyjść trzy tygodnie później i wtedy właśnie powiedział,że ma dla mnie złe wieści, że bardzo mu przykro ale serduszko nie bije i ciązy nie da się uratować. Rozpłakałam się rzecz jasna, a on na ile potrafił to próbował mnie pocieszyć. Mówił, że już na pierwszej wizycie wiedział że jest coś nie tak , ale nie chciał mnie straszyć i nie chciał żebym się przejmowała, a ja już nie mogłam na nic wpłynąć. Jedynie jego zdaniem duphaston mógł pomóc, ale niestety nie pomógł. Gin powiedział że musimy usunąć tę ciąże i od razu powiedział żebym się zgłosiła w niedziele (2dni później)do szpitala bo wtedy on będzie i się mną zajmnie. Mowił że w tym szpitalu są lekarze z którymi na pewno nie chciałabym mieć do czynienia, że mogą ze mną postąpić jak ze zwierzęciem. Nie wiem jeszcze jak go ocenić, mam mieszane uczucia, zobaczę co będzie w pon bo wtedy odbieram wyniki i mam się do niego zgłosić. Muszę przyznać, że chyba mimo wszystko jestem mu wdzięczna,że nie musiałam czekać w do mu aż to wszystko samo nastąpi, a i łyżeczkowanie o którym się naczytałam okropności nie było takie złe. Bolało, ale ja chyba bardziej płakałam z żalu niż z tego bólu. Miałam tylko jakieś znieczulenie miejscowe, ale i tak czułam. Cały czas za rękę trzymała mnie położna, bardzo miła i wyrozumiała, co rzadko zdarza się w szpitalach. Nie wiem jak mnie potraktuje ten mój gin jak do niego pójdę, mam jednak nadzieję że wszystko będzie ok! Muszę być dobrej myśli!

    #1321249

    panterka

    Re: po poronieniu

    Mnie do zabiegu całkiem uśpili. Jak się obudziłam to trochę bolał mnie brzuch ale szybko przestał. Krwawiłam jeszcze przez jakieś 4 dni ale bardzo mało. A jak było z tym u Ciebie? Ja naczytałam się na różnych forach dużo na temat zrostów po łyżeczkowaniu i tego się teraz boję. Zaczynają mi się pojawiać na bieliźnie takie (nie wiem jak to poprawnie określić bo nigdy tak nie miałam) jakby upławy (sory za pisanie o tym, ale może ktoś mi w tym względzie coś podpowie). Nie wiem czy są a jak tak to jakie są objawy robienia się tych zrostów? Czy można to podejrzewać na podstawie czegokolwiek nie robiąc jeszcze badania, które by potwierdziło lub wykluczyło te zrosty?
    Masz rację Amelko, że musisz być dobrej myśli. Ja się staram chociaż różnie z tym bywa.

    panterka77



    #1321250

    amelka24

    Re: po poronieniu

    Ja byłam przytomna, tylko jakieś znieczulenie dostałam. Krwawienia w zasadzie nie było po tym wszystkim wogóle tylko lekke plamienie przez następny tydzień. Były to takie jakby lekkie brązowawe upławy. Brzuch mnie prawie wcale nie bolał, dopiero po jakiś 4 dniach lekkie skurcze miałam w podbrzuszu, ale to od kurczenia macicy.Teraz (a jestem 12 dni od zabiegu) jest wszystko ok. A o zrostach też się naczytałam, ale mam nadzieję że ich nie dostanę. Nie wiem jakie są ich objawy i czy wogóle jakieś są. Mam teraz jeszcze jedno pytanie, może nie na miejscu, ale jestem ciekawa czy już współżyłaś po tym wszystkim? Wiem że mogę cię urazić tym pytaniem ale ja miałam bardzo długą przerwę, bo na początku ciąży źle się bardzo czułam i nie miałam ochoty, a teraz bardzo potrzebuję bliskości. Wiem że muszę jeszcze trochę poczekać, ale jak to jest w twoim przypadku?

    #1321251

    panterka

    Re: po poronieniu

    Nie ma sprawy, pytaj o co chcesz bo po to jest to forum żeby wymieniać się wzajemnie doświadczeniami i w ten sposób pomagać sobie. Więc jeśli chodzi o współżycie to ja po tym wszystkim jeszcze nie współżyłam. Postanowiłam poczekać do pierwszej @ i po @ dopiero zacząć, ale oczywiście zabezpieczając się bo starania zaczne dopiero jak mój lekarz powie, że już można. Ja za bardzo się boję po tym wszystkim i nie chce zrobić niczego żebym potem nie musiała sobie czegokolwiek zarzucać. Mój mąż jest bardzo wyrozumiały i szanuje moją decyzję. W książce „W oczekiwaniu na dziecko” wyczytałam, że współżycie można rozpocząć już w 6 tyg. po poronieniu. Ja nie potrafie w tym względzie Ci nic doradzić, napisałam Ci tylko co ja postanowiłam. Jedynie radziłabym żebyś się zabezpieczyła jeśli już chcesz współżyć bo po co ryzykować, lepiej trochę cierpliwie poczekać żeby wszystko wróciło do normy. Są dziewczyny, które piszą, że zaszły w ciążę nawet przed pierwszą @ i wszystko było ok ale ja osobiście bym nie ryzykowała.

    panterka77

    Edited by panterka77 on 2007/03/08 20:19.

Postów wyświetlanych: 14 - od 1 do 14 (wszystkich: 14)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close