weekend mamy pracującej

Pobudka – 6 rano, nie ma zmiłuj się. Daję im mleczko, wypijają, bawią się całe 20 minut. Zasypiam na moment… wrzask Kamila. Wpadam do ich pokoju – Jędrek leży na bracie i rwie go za włosy, a ten nie może się wydostać i wrzeszczy opętańczo. 🙁 Wyciągam ich, ubieram, powinni chyba ozłocić autora teletubisiów! Mam kolejne 20 minut na drzemkę. Trzeba wstawać, zaraz jadę do fryzjera. Na drugi koniec miasta, nie umiem samochodem, więc z 2 przesiadkami. Nic to, to w końcu chwile dla mnie. 🙂 Wracam po 2 godzinach objuczona zakupami. Dzieci właśnie wstały z drzemki, na szczęście pogodne… gotuję obiad (zachciało mi się botwinki i młodej kapustki, no to mam… ) W międzyczasie karmię dzieci chrupkami, daję im herbatkę, soczek… marudzą trochę. Tatuś tłumaczy. Cały dzień, bo do jutra musi być gotowe ileśtam stron. Daję dzieciom obiad. Aaaa, zupka jest be, nieważne, że wczoraj była cacy… nie będziemy jedli!!! Chcemy chrupki, ewentualnie groszek ptysiowy. wrrr. otwieram słoiczek, daję im jeść (zupka wymieszana z papką ze słoika zdecydowanie nabiera walorów smakowych). Daję obiad mężowi i sobie. Kładę dzieci do łózek, wyją godzinę. Ciągle mam nadzieję na jakąś wolną chwilkę, obok łóżka leży ciekawa książka. Jędrek zasypia, Kamil ani myśłi, on się będzie bawić. Z mamusią. Więc kopiemy piłkę (czyli BA), szukamy książeczki z BA, szukamy klocków, tulimy teletubisie. Czy ja mogę sobie poczytać??? nie, właśnie obudził się Jędruś, totalnie niedospany, czyli marudny aż do bólu… daję im budyniek, idziemy na spacer! oo, huśtawka, suuuper. Huśtamy się. Co, już do wózka? NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE. (to Jędrek). Kamil tylko obserwuje, na szczęście jest jak aniołek. Idziemy dalej, niech pobiegają może trochę, co? Jędrek przy wózku, Kamil za rękę, idziemy. Szybko nawet, Jędrek nabiera tempa. Nagle bach, Kamil leży jak długi. Nawet nie ryczy, aż dziwne. Dają się wsadzić do wózka, wracamy do domu. Chwila zabawy, kolacja. Jaka ohydna bułeczka!!! Fuj fuj! o, budyniek może być. Syropek? wykluczone! Ale mleczko chętnie. Kąpiemy się. Coooo? mycie głowy? NIEEEEEEEEEEEEEE (obaj). Zęby???? NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE (obaj). uf, do łóżek. Nie śpią, potworki, ale śie wypieszczają z misiami i gadają do siebie. CISZA…
mam czas na forum. 🙂

AsiaT, mama Andrzejka i Kamilka
– Zapraszamy na stronke o blizniakach

3 odpowiedzi na pytanie: weekend mamy pracującej

agnieszka-j Dodane ponad rok temu,

Re: weekend mamy pracującej

U nas wyglądało to mniej więcej tak:
Julka budzi się o 6.20, jak nigdy wyspana. Zaczyna niebezpiecznie wołać siostrę, dwa pędraki o 6 rano w sobotę to za dużo. Ewakuuję Julkę do pokoju Paulinki, przytulam się do starszej córeczki, młodszej daję olbrzymi kosz z zabawkami – niech wyciąga. Próbuję złapać chwilę snu, raz po raz dostając w głowę zabawką. Z sennego letargu budzi mnie i Weroniczkę śpiącą w drugim pokoju przeraźliwy wrzask Julki, która wpadła do kosza z zabawkami, wyciągam, idę po Weronikę, obie budzą Paulinkę, jest 6.45.
Próbuję dalej spać, niestety, dzieci szarpią mnie za włosy, pokazują pieluszki, które wiszą juz prawie do ziemi. Wstaję, nic juz dzis nie ukradnę ze spania, przebieram dzieci, wstaje tatuś, ubiera się, ma umówioną wizytę u lekarza, potem ma zrobić zakupy, wraca przed dwunastą, tymczasem ja próbuję nakarmić moje dzieci, proponuje zupkę mleczną,. Paulina wyjmuje z lodówki naleśniki które mają być na obiad i mówi, że ona chce naleśnik na śniadanie. Dobra, co mi tam. Julka i Weronika patrzą z pogardą na zupkę mleczną, oczka śmieją się im do naleśnika. Mam dziś dobry humor, niech będą naleśniki na śniadanie. Dziewczyki kończą jeść, robię śniadanie i kawę dla siebie, tesknie spoglądając w strone moich ulubionych sobotnich “Wysokich Obcasów”. Niestety, tak jak codziennie -dziś też nie uda się zjeść śniadania na siedząco przy gazetce. Właśnie przebiegają przede mną gołe bliźniaczki, za nimi Paulina, bawią się niby w przebieranie, tzn bawi się starsza, a małe drą się i uciekają jej, przecież ubranka są BEEE! Uciszam towarzystwo, włączam telewizorek, tu bitwa – małe chcą Rudolfa, krzyczą “JUDOLF”, Paula chce Cartoon Network. Idę na rękę małym, jakiś pies z dziurawym zębem w sobotni poranek to dla mnie za dużo. Staram sie posprzatac mieszkanie, idzie mi marnie, jak zawsze, najwięcej czasu zajmuje oganianie sie od małych stworków, które sie nudzą. Proszę Paulinę, aby je zabawiła – ta jak zwykle wymyśla świetną zabawę – rozbiera im koszulki, kładzie na łóżku z butelką ciepłej wody na brzuchu, bawia się “w termofory”. udaje mi sie sprzątnąć dwa pokoje. Bliźniaczki zaczynają się nudzić, Paula domaga się chwili sam na sam z kreskówkami, bo “w końcu już od rana bawi moje dzieci”. Przerywam sprzatanie, oglądamy z małymi książeczki, jest już prawie południe. Dzwonię do babci po ratunek, babcia mówi, przywoź małe. Ubieram towarzystwo, pakuję do samochodu, odwożę babci, macham na pożegnanie i wracam do domu. Kończę sprzatanie, robię pranie, prasuję tygodniowe zaległości, kończę torta na babci urodziny, przygotowyję mięso na jutrzejszy obiad. Telefon od babci – nie dałam smoczka, Julka chce spać, jest afera. Wraca mąż, daję mu kilka wskazówek, co jeszcze zostało w domu do zrobienia, na obiad niech sobie zrobi kanapki, nalesniki zjedzone. Wsiadam do samochodu, jadę do babci, mój pośpiech niepotrzebny, towarzystwo zasnęło po potężnym posiłku (moja mama zawsze jest pełna podziwu, ile one potrafią zjeść). Uff, błogie dwie godzinki wylegiwania się na słoneczku!
Paulina w swoim żywiole, jeździ gdzieś na rowerze.
Do babci przyjeżdżają goście, budzą się małe. Wcinają torta na podwieczorek i BAWIĄ!!! się, tak właśnie, bawią się same! Do wieczora, do 18! Na dworze oczywiście, po prostu nie wiem, że mam dzieci, mogę upajać się nie-wylaną kawą, rozmawiać z gośćmi babcii. Co chwilę słychać “-Ila, Wela”, to małe się nawołują, bawią się z Paulinką, w piasku, na rowerkach – rozumiecie, zero płaczu! Nie piorą się wcale, jak to normalnie bywa, nie kłócą – wszystkie trzy.
O 18 próbuję ściągnąć towarzystwo do domu – Paulina oświadcza że “zostaje, bo ona dosyć nasiedzi się cały tydzień w domu”, bliźniaczki siłą zabieram do samochodu. Rozdarte i obrażone siedzą w fotelikach, włączam ich ulubioną muzykę, nie kimają się w jej rytm, są złe, że wziełam je od babci. Wracamy do domku, budzimy tatusia (!!!), ośwaidczam, że chcę domek z ogródkiem, bo tylko wtedy nasze dzieci są do przełknięcia, no i potem płacz bliźniaczek przez godzinę, zjedzone 4 kanapki, dwa danonki, pięć ogórków, kąpiel. Pół godziny w wannie, tatuś pilnuje, ja przygotowuję mleczko na noc. Małe wychodzą z wanny – z rykiem, a jakże, pół godziny kąpieli to mało, są kapryśne i śpiące, ale ja już mam wolne. Tatuś je usypia i o godzinie 19.30 sobota dla nas się zaczyna.

Pozdrawiam wszystkie zakręcone mamusie bliźniakowe.

Agnieszka J – mama Paulinki (7 lat) i bliźniaczek – Julki i Weroniki (19 m-cy)

agus-25 Dodane ponad rok temu,

Re: weekend mamy pracującej

A ja narzekam na swojego synka, że mi spać nie daje 😉 I pomyśleć, że to tylko jedno małe maleństwo :)) Stanowczo twierdzę, że przy dzieciach 2 ręce to za mało!!

Agus i Kamilek (24.03.2003)

dorrit Dodane ponad rok temu,

Re: weekend mamy pracującej

Hej!
U nas pobudka bywa nawet i po 7. (ale o 6 tez), jak pierwszy dzieciak zdecydowanie wstanie, to juz nie probuje spac, nie warto. Sobotnie przedpoludnie to maraton: maz w pracy; pijemy mleko, nastawiam zupke warzywna dla dzieci, przebieranie, mycie, ubieranie na spacerek przy krzykach, bo juz sie nudza, wreszcie spacer! Nasza dzielnica jest b. spokojna, za bardzo, Franio na spacerze czesto sie nudzi i buczy, bo nikt ciekawy nie przechodzi, sklepow b. malo, no NIC sie nie dzieje. Nie ma to jak wyprawa do supermarketu z mnostwem ludzi i kolorow, to nic ze nie ma czym tam oddychac!
Wracamy, jest kolo dwunastej, podgrzewam zupke, wrzucam makaronik, przecieram miesko, czekam, dochodze do krzyczacych dzieci, przenosze ich z jednego miejsca w inne, daje smoczek, mieszam zupke, studze, zakladamy “fartuszki” do jedzenia, krzyk, jemy, wyginajac sie w rozne strony zeby dosiegnac roznych zakazanych rzeczy – i wloz tu lyzeczke, jak wlasnie ktorys MUSI patrzec w dol, glowa niemal pod blatem krzeselka…
zjedlismy, tre jablko, albo gruszke, jemy, na ogol chetnie.
Zabawa. Ew. pijemy. Ktorys krzyczy (dlaczego???). Wraca kolo 14 maz. Wreszcie sie zajmie. Wychodzi z psem. Wroci po 20 min. Czasami w tym czasie nastawie cos tam na obiad dla nas, zalezy czy sytuacja pozwala.
W sobote po poludniu jedziemy czesto za miasto!!! Bo jak nie, to na ogol dzieci godzine, czasem dwie spia. Nie zawsze jednoczesnie.
Wieczorem – maraton jak przy obiedzie, z tym ze na ogol przy krzykaczach jest maz. Jedza, a potem marudza, bo to wieczor, bawia sie – z nami. Ida pozno spac, po 21, czasem i o 22. My kolacje jadamy ok.22. Wczoraj (ale to byl czwartek) – o 22:30, bo byla ryba w piekarniku i troche trzeba bylo poczekac. Wiadomo, przygotowalam ja dopiero po kolacji dzieci.
Ja w domu nie wiem, co to ksiazka, a tak uwielbiam czytac! Czytam w drodze do i z pracy, jak udaje mi sie usiasc.
pzdr

Dorota

Znasz odpowiedź na pytanie: weekend mamy pracującej?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Oczekując na dziecko
isoptin?
Mam pytanie, biorę jak wiele z was fenoterol (4x0.5)na przemian z isoptinem (3x1), ale ostatnio przeczytałam na [url]www.przychodnia.pl[/url], że o ile ten pierwszy lek nie wpływa w ogóle na płód,
Czytaj dalej
Oczekując na dziecko
ułożenie dzidzi a ból pęcherza POMOCY!
Od kilkudziesięciu minut niesamowicie boli mnie pęcherz, mam nieustannie wrażenie, że chce mi się sikać, po czym w WC okazuje się oczywiście, że nie jestem już w stanie więcej sikać.
Czytaj dalej