Forum: Pamiętniki

a jednak dostałam drugą szansę

Postanowiłam, że i ja opowiem wam swoją historię i sama dla siebie spiszę w formie pamiętnika to co przeżyłam… a więc…
Jest maj 2005 roku a ja przeżywam ogromne stresy w pracy spowodowane wykonywaniem obowiązków zawodowych, a konkretniej jako pracownik socjalny musiałam odebrać dziecko rodzinie ze wszechmiar patologicznej, której pomagałam przezywcieżyć trudności… ale to tylko mi zależało na lepszym bycie rodziny-im wogóle… zatem doszło do tego, ze pewnego dnia dostałam anonimowy telefon, że w mieszkaniu odbywa się kilkudniowa libacja i 9 miesięczne dziecko pozostawione jest bez opieki… doszło do wtargnięcia siłą do mieszania razem z policją ,bo po kilkunastu minutach mediacji ,aby otworzono drzwi do mieszkania rodzina nie reagowała… co tam sie działo.. na sama myśłl jeszcze cierpnie mi skóra.. ale zakończyło się to tym, iż wybiegłam z dzieckiem z mieszkania a matka wraz z ojcem została zatrzymana przez policjanta i odwiezieni na posterunek policji po wcześniejszym założeniu kajdanek… a my dziecko odwieźliśmy do rodzinnego pogotowia opiekuńczego… starsznie to wszystko przeżyłam i noc nie była moja (rozterki, myśli czy napewno zrobilismy dobrze) ale teraz wiem, że to jedyne słuszne rozwiąznie… skoro rodzice nie szanowali życia dziecko musiał tak się stać…. mijały dni ja chodziłam do pracy i jak się póżniej okazało miesiączka w maju była moją ostatnia miesiączką, bo okazało się, że jestem w ciąży… w między czasie zaczełam szukac dobrego ginekologa i położnika i znalazłam i zapisałam się wizytę miałam wyznaczonaą na 6 czerwca 06r… ale niestety lekarz okazał się potrzebny szybciej około 2 tygodnie przed umówioną wizytą zaczełam plamić a potem krwawić dość mocno… poleciałam zatem szybko do lekarza w przychodzi … tam jakoś wdrapałam się na łózko ginekologiczne (swoją drogą było z epoki chyba dr.Quinn) a lekarka stwierdziła, że to jest miesiączka i żebym nie panikowała (że dla niej krew jest typowo miesiączkowa)i nie pomagały tłumaczenia, że moja krew miesiączkowa jest inna… odesłała mnie każąc zrobić powtórnie test rano i jakby co to udać sie do szpitala… zdesperowana zadzwoniłam do lekarza u którego byłam umówiona prywatnie, że wizytę trzeba przyśpieszyć (nie znaliśmy się jeszce a jednak mnie przyjeła (gina-kobieta) i od razu skierowała do szpitala po wcześniejszym zrobieniu usg i stwierdzeniu ciąży…Zatem jestem już w szpitalu, a lekarze nic konkretnego nie chcieli mi powiedzieć… brali mnie tylko w kółko na usg i cały czas twierdzili, że jeszce za wcześnie, żeby usłyszeć serce… i leżałam do momentu kiedy stwierdzili, że już nie można usłyszec serca, że powinno się dawno wykształcić… ale cały czas czekali obserwując moje BHCG, któro rosło w tempie fenomenalnym i kłóciło się z moim nieustającym krwawieniem oraz brakiem bicia serca płodu… co dwa dni porównywanie BHCG… rosło i rosło… padały pytania czy w rodzinie są bliżniaki… nie ma bliżniaków odpowiadałam… aż spadło bhcg, ja dostałam mocnych bóli i wielkiego krwawienia… udałam się do dyżurki pielęgniarskiej i poprosiłam o powiadomienie lekarza i porcjeęnowych wkładów higienicznych bo zużywałam w tempie światła… na to położne poinformowały mnie, że za godzine będzie obchód i żebym wkład zatrzymała i pokazała lekarzowi… do godziny to mogłabym zatopić cała salę… robiło mi się słabo i goraco, krwawienie nie malało a zwiększało się.. 4 wkłady na 10 minut… zdesperowana poszłam do dyżurki lekarskiej… tam resztka sił opowiedziałam,że potrzebuje pomocy, że spadło bhcg a ja bardzo krwawie i chce, żeby wreszcie po 3 tygodniach leżenia i niepewności się to wszytsko rozwiązło, bo się samo zadecydowało, bo własnie ronie… lekarka, która własnie miała dyżur starsznie mnie obraziła, powiedziała, że nie jestem sama na oddziale a oni mają dużo pracy, żebym nie spazmowała tylko poszła się położyć… w pokoju naszej rozmowie przysłuchiwał się lekarz… trzasnełam drzwiami i poszłam do sali… wyczerpana psychicznie i fizycznie popłakałm się… po chwili lekarz poprosił mnie do dyżurki, zbadał i stwierdził konieczność łyżeczkowania… był piatek… zapytałam czy mogłabym w narkozie… odpowiedział, że jeżeli zależy mi na czasie to w sobote robimy łyżeczkowanie z “głupim jasiem” a jeżeli nie to czekam do poniedziałku na anestezjologa… stwierdziłam,że weekend w tym szpitalu byłny dla mnie gehenną… wiec zgodziłam się na łyżeczkwanie w piątek… nie będę wdawac się w szczegóły jak przężyłam łyżeczkowanie… lekarz chyba nie wcelował z ilościa podanego środka i poprstu wszystko czułam, czułam wszystko i płakałam na fotelu… lekarzowi zrobilo sie żal i starał sie wszystko szybko zakończyć…. w niedziele byłam w domu… krwawiłam dalej ale myślałm, że to porostu po zabiegu, zreszta macicia sie miała obkurczać itp… miała ale się nie obkurczała… minął tydzień a ja dalej czułam sie tak samo jak bym nadal była w ciazy.. ale tłumaczyłam sobie, ze to hormony ciażowe nadal sa we mnie
Po upływie 2 tygodni dalej nie było poprawy… zdenerwowana poleciałam do mojej prywatnej ginekolog i okazało się, że “to” co miałam w macicy(czyli ciazę) przed łyżeczkowaniem mam nadal i w obrazie usg nic sie nie zmieniło… i znowu wylądałam w szpitalu na tym samym oddziale z podejżeniem zaśniadu groniastego (w skrócie nowotwór ciaży)tym razem moje łyżeczkowanie trwało 50 minut i było wykonywane pod narkozą ( w momencie uwypiania mnie okazło się, że wąż doprowadzający mi jakiś tam gaz był przedziurawiony i anestezjolog zakleił go plastrem ) zasypiałam z niezłym starchem, a dla dobicia mnie w całej tej sytuacji przyszedł lekarz który miał wykonać zabieg i wygladał jak rzeżnik… miał taki fartuch zielony zawiązywany na szyji z wielką kieszonką na przodzie hmmm… ale wykonał swoja prace bardzo porządnie… macica była bardzo ładnie wyczyszczona a ja polezłam jeszcze pkoło 10 dni i jadłam antybiotyki (bo było zagożenie zakażenia organizmu) aha i dodam jeszcze, że w momencie gdy poraz drugi lekarka kierowała mnie do szpitala moje bhcg znowu wzrosło…!!! ale tętna nadal nie było…. po wyjściu, ze szpitala dostałam L4 na 2 tygodnie a moja lekarka przepisała mi duphaston na uregulowanie miesiączki (po tym jak dostanę pierwsza po zabiegu)… lezałam w domu i ryczłam okragły tydzień, bo dopiero do mnie doszło to wszytsko … wcześniej działałam jak w półśnie i nie myślałam, nie analizowałam, teraz dziękuję sobie sama za to…i cały czas czekałam na zielone światło do pononego starania się… dostałam po 4 miesiącach…hehe ale okazła się, zanim je dostałam zaszłam w ciąże miesiąc wcześniej…. nie starałam się dojśc przyczyn tamtego wydarzenia, sami lekarze nie potrafili mi powiedziec o co chodziło.. ale wiem, że podejrzewali u mnie nie tylko nowotwora płodu ale równiez nowotwora macicy… ale dobrze, że wtedy o tym nie wiedziałam… teraz jestem już w 6 miesiącu ciąży z którą równiez na poczatku znalazłam się na tym samym oddziale z powodu krwawnienia, ale okazła się, że tym razem to implantacja jaja płodowego i krwawienie jest tym spowodowane… dostał am leki i zastrzyki na podtrzymanie ciaży i po ustąpienia krwanienia i stwierdzeniu, że ciaża żywa wrociłam do domu…. natomiast od momentu kiedy zrobiłam test ciążowy jestem na L4, bo nie chce juz przeżywac stresów związnych z moja pracą (bo to mogła byc jedna z przyczyn) a poza tym ciąża już z definicji jest zagrożona… ale teraz już ciesze się kopniaczkami mojego maleństwa (w różnym nasileniu. co pocżatkowo doprawadzało minie do szału i niepewności) ale to normalne, że ma dni aktywności i wypoczynku… uwolniłam sie od myśli gnebiących mnie od początku mojej drugiej ciąży, czy wszytsko jest oki i od najczarniejszych scenariuszy… nie bede pisać co wtedy przeżywałam, co przeżywał mój obecny mąż, co przeżywała rodzina… bo to sie skończyło jest za nami.. ale czuje potrzebę opowiedzenia całej histrorii dla pokrzepienia serc dziewczyn, które mają tak jak i ja aniołki… tłumacze sobie teraz, że moje aniołki lub aniłek (bo tutaj liczna nie jest określona dokładnie niestety) czuwa teraz nad moją kruszynką która jest we mnie i nie pozwoli, aby się coś złego stało… i oni zostali aniołkami, aby teraz urodził im sie braciszek lub siostrzyczka nad którym bedą czuwać… poprostu tak jest… mam termin na 2.08. 07 i już nie mogę się doczekać a tu jeszce do rozwiąznia trzeba przejść 4 miesiące… ale wiem, że teraz juz będzie dobrze… inaczej być nie może… dlatego do wszyskich mam aniołków chce skierowac te słowa i dedykowac im moją historię… Pamiętajcie, że życie pisze najlepsze scenariusze a wasze aniołki was kochają i dbają o wasze interesy “tam na górze” Kochane nie poddawajcie się…

8 odpowiedzi na pytanie: a jednak dostałam drugą szansę

toffika2007-05-01 13:20:35

Re: a jednak dostałam drugą szansę

z całego serca życzę Ci szcześliwego rozwiązania abyś mogła cieszyć sie macierzyństwem!!!
trzymam kciuki.

pozdrawiamy
Karola i Michaś

23.03.2007

rita252007-05-01 14:08:36

Re: a jednak dostałam drugą szansę

smutna ta Twoja historia, na szczescie ma pomyslne zakonczenie.Trzymaj sie ! Pozdrawiam

Sonia 03.07.03 i Nadia 09.01.07

2007-05-05 19:57:10

Re: a jednak dostałam drugą szansę

Dziękuję za miłe słowa! Cały czas czekam na termin porodu i już nie moge wytrzymać!!!! Pozdrawiam!!!
Sliczne maleństwa!!!
dorcas

2007-05-05 20:04:26

Re: a jednak dostałam drugą szansę

Witam ponownie! teraz już wiem, że to będzie dziewczynka i cieszymy sie wszyscy ogromnie!!!

mamamaksa2007-05-06 03:20:46

Re: a jednak dostałam drugą szansę

:((((( Przeszlas wiele, plakac mi sie chce. Ale wazne , ze pomimo cierpienia twoje nastawienie jest az tak pozytywne i takie tez ma zakonczenie. Zycze ci wszystkiego najlepszego

2007-05-07 18:51:44

Re: a jednak dostałam drugą szansę

Dziekuję za miłe słowa!! dzidzia śliczna na fotce!!!
Pozdrawiam i całym sercem myśle pozytywnie, bo złe juz za mna teraz czekac mnie może jedynie najwspanialsze!!!
Wierze w to!!!
pozdrawiam serdecznie dorcas

2007-05-07 19:03:00

Re: a jednak dostałam drugą szansę

To fakt, że zycie mnie doświadczyło… sama nie wiem skąd biorę tyle siły… uwolniłam sie od tamtych przeżyć, bo głośno o nich mówiłam- wiedzałam, że to najlepsza dla mnie recepta…ale nie zapomniałam… ale jakos zbladły, nie maja teraz znaczenia… intuicyjnie mówiąc głosno o tym co sie działo, nie dusząc w sobie złych emocji, zachodząc szybko w kolejna ciążę (która w żadnym wypadku nie ma zastąpić tamtej) mysle, ze moge powiedzieć, ze sobie to ułozyłam, wytłumaczyłam, potrafię z tym żyć, jest to cześć historii mojego życia …
podzrawiam!!!

abcdefg2007-05-14 10:11:05

Re: a jednak dostałam drugą szansę

przykro mi, ze tyle przeszlas i gratuluje dziewczynki
bezbolesnego porodu zycze

a czemu sie nie zarejestrujesz?

mama majowego synka ’05

Znasz odpowiedź na pytanie: a jednak dostałam drugą szansę?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wiek przedszkolny
Przedszkole dla wybranych...
Jesteśmy na świezo po wynikach rekrutacji przedszkolnej we Wrocławiu. Niestety Maciuś przedszkolakiem nie będzie. Jak i 25 innych maluchów które były zainteresowane tą samą placówką. Dziecko, które ma oboje rodziców pracujących pozostających
Czytaj dalej
Tematy, których nie znalazłam w forum
Warszawianki- sklep NEXT'a
Ciekawa jestem jakie ceny mają, no i czy są/będą jakieś przeceny ;-). Mój małż wczoraj był w Wawie i nie zajrzał, ciapa... Ola i [img]http://images22.fotosik.pl/26/396872c6a708d6ef.jpg[/img]
Czytaj dalej