dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 21)
  • Autor
    Wpisy
  • #47728

    kata

    Witam się oficjalnie jako mama Dorianka już od 23 maja, ale jako że dopiero wczoraj wyszłam ze szpitala więc robię to dopiero teraz i pozwalam sobie opowiedzieć Wam naszą smutną szpitalną historię o powikłaniach, łzach i bólu. Mam nadzieję że przyjmiecie nas tutaj.

    Moja i Dorianka historia
    Wszystko zaczęło się 19 maja gdzie na wizycie gin nas podłączył do ktg i wyszedł kilkuminutowy spadek tętna, na co zaniepokojony gin wysłał mnie do szpitala na obserwację. Myślałam że za kilka dni wyjdę, o ja naiwna…Miałąm mieć ktg trzy razy dziennie, dobre to ono nie było, na każdym te cholerne spadki. Może w sumie trzy kolejne ktg któregoś dnia były dobre, ale potem znowu spadki. Raz było tak kiepsko że zdecydowali zrobić mi jeszcze czwarte ktg o północy, tak się przestraszyli, no ale jakoś wyszło w miarę. Apogeum nastąpiło w niedzielę 23 maja, ok. 15 mnie podłączyli a tam spadki, i zaniki kurde raz był spadek do 47, ja tylko patrzyłam przerażona na ekranik i ryczałam. Najgorsze że przyszedł jeden gin i stwierdził że dobry zapis, o matko boska…. Stwierdziłam że ja tego tak nie zostawię, postanowiłam poszukać ordynatora i miałam szczęście bo akurat się napatoczył, zobaczył zapis i kazał być na czczo, wziąl do badania – moja szyjka się już skracała i przepuszczała palec, wcześniej czop mi odszedł, więc wszystko powoli zmierzało ku porodowi naturalnemu. Ordynator powiedział że spórbujemy postymulować oksytocyną. No dobra, po lewatywce spakowałam graty i poszłam na górę, na trakt porodowy, tam minęło trochę czasu bo czekali na pompę infuzyjną, mnie tymczasem zaczął brzuch boleć, jakies skurczyki miałam do 30 %. Przyszedł mąż i czekamy. Pamiętam że była 17 jak mnie chyba zaczęli podłączać do tej pompy. Przedtem podłaczyli do ktg, gdzie oczywiście były spadki, no więc jeszcze mnie dobrze nie podłączyli do tej pompy jak przyszedł gin (ten sam co powiedział że dobry zapis) i chciał mnie zbadać, nawet dobrze nie zajrzał do środka bo moja szyjka jeszcze nie była gotowa, a ze względu na te nieprawidłowości zadecydował od razu o cc. No więc migiem mnie podgolili, założyli ochydny cewnik, pani anestezjolog zrobiła wywidzaik, zdecydowałam się na narkozę bo nie miałam zamiaru leżeć 24 godziny po zzo, posadziłam oboląłą miednicę na stole operacyjnym, obłożyli mnie tymi jakimiś chustami, zdążyłam do Majeczki zadzwonić, mąż dzwonił do rodziny, pomalowali mnie jakimś odkażaczem, dali tlen, potem coś bolącego w żyłę, potem powiedzieli że zasnę, czułam tylko jak mi się oczy do głowy wywracają i już mnie nie było. Potem się obudziłam i słyszałam płacz, to był Dorianek, za chwilę Edgar mi go przyniósł, jak wiecie urodził się w 37w1d, ważył 3 kg i 50 cm. Nie wiem ile to wszystko trwało, jeszcze mój ojciec przyjechał, potem tylko czułam jak mi się macica kurczy boleśnie i jak mi krew wypływa radośnie, ups. Noc spędziłam gdzieś przy przejściu, oka nie zmrużyłam bo nie bardzo wiedziałam gdzie mój mały i czy to on płacze. Jak się okazało rano to nie on płakał. Przenieśłi mnie na boks rano i dali mi Dorianka, patrzył na mnie swoimi grafitowymi ślepkami. Po południu zabrali nas na położnictwo. Zauważyłam że nie czuję checi zrobienia siku, a jak wstawałam do pionu to mi tak boleśnie mocz napływał, a jak już posżłam sikać to matko jak bolało, myślałam że to po cewniku. W drugiej dobie dostałam nawału, mleczarnie mi skamieniały, a przy okazji tempratura wzrosłą do 38 i 4. Myślałam że to przez nawał i giny chyba początkowo też. Oczywiście cały czas miałam wenflony w łapach bo jak wiecie po cc dają kilka litrów kroplówek, dawali mi też jakiś antybiotyk, ale od temperatury wenflony zaczęły się psuć, po dobie robił się odczyn, łąpa bolała i nic nie chciało już lecieć. Codziennie trzeba było nowy wenflon zakłądać, co przy moim braku żył jest niezwykle atrakcyjne. Ale najgorsze miało dopiero nadejść… w 4 dobie wieczorem trawiona gorączką drzemałam sobie kiedy nagle zjawił się mój gin i powiedział że mają dla mnie teorie skąd ta gorączka i zaprosili mnie do gabinetu na badanie. Poszłąm taka oszołomiona nie wiedząc że na rzeź mnie prowadzą. W gabinecie był ordynator, mój gin, i dwóch ginów co mnie operowało. Wlazłam na fotel nieświadoma co mnie zachwilę czeka… A oni stwierdzili że może szyjka się zablokowała czy zamknęłą za bardzo, bo zaczęłą się otwierać naturalnie a było cc… nie wiem dokłądnie jakie tam są mechanizmy, w każdym bądź razie bali się że mam odchody zablokowane w macicy bo faktycznie już przestały prawie lecieć, no i dodam że ciągle mnie przy sikaniu bolało jak cholera… Ordynator zaczął mnie badac….dopiero potem się dowiedziałam że on starał się POSZERZYĆ MI SZYJKĘ RĘCZNIE I NA ŻYWCA!!!! Matko boska, co to był za przekoszmarny ból, straciłam nad soba kontrolę, bo on gniótł i gniótł dłuuugą chwilę a ja skowyczałam, wyłam, krzyczałam, wiłam się w konwulsjach, dygotałąm i myślałam że umrę, a on gniótł… Biedna położna nie wiedziałą co ma ze mną i ze sobą zrobić… Chyba cały szpital mnie słyszał, wierzcie mi to był koszmar. Potem zdecydowali się założyć mi cewnik (nienawidzę cewników), założyli i ….wyleciało ze mnie momentalnie 1,5 litra moczu. Cholerny mocz mi zalegał i prawdopodobnie przeszkadzał obkurczaniu się macicy. Jak ten mocz wypłynąl to ordynator znowu mnie zacząl badać, ja nie wiem co on tam gniótł, chyba nie tylko tą szyjkę, i znowu bolało jak cholera ale już o cień mniej koszmarnie… Po tych wszystkich torturach gnieceniu od środka i od zewnątrz dodatkowo zabrali mnie na usg. Sprawdzili nerki i szyjkę dopochwowo, chyba było ok….No więc całą roztrzęsioną i ledwo żywą zabrali mnie na górę z powrotem, cały czas łzy mi się same lały, dowlokłąm się do pokoju i wtedy dopiero wybuchłam jaką histerią, acha na drugi dzień miałam być na czczo bo mieli mi prawdopodobnie robić pod narkozą zabieg poszerzenia szyjki. Doszłąm do pokoju i wyłam, zadzwoniłam do Edgara, nigdy w życiu się tak strasznie nie czułam, wierzcie mi, położna musiała dać mi coś na uspokojenie bo wyłam i wyłam…Następnego dnia koło 10 zawieźłi mnie na wózku inwalidzkim na sale operacyjną gdzie był ten koszmarny fotel, ja znowu wpadłąm w histerię czy mi nie będą na żywca nic robić. Najgorsze że miałam akurat wenflon na prawej ręce a wiecie że na salach operacyjnych wkłuwają się w lewą łapę zawsze, no więc wkłuli się, w żyłę w zgięciu łokcia, super wygodne miejsce na wenflon. Dobra, uśpili mnie, zrobili co trzeba obudzili, okazało się że założyli mi …. cewnik i że znowu mocz zalegał. Zawieźłi mnie na górę a ja zadowolona z siebie wołam położną żeby mi cewnik odczepiła bo ja chcę iść do ubikacji. Był to piątek, a ona się skonsultowała i mówi że mam z nim zostać.. do niedzieli. Totalne uwiązanie, wenflon w łokciu, drugi w prawej dłoni, cewnik, goły tyłek i wkłądki bo krawiłąm po zabiegu. Weź się człowieku a) rusz, b) zajmij dzieckiem. Rozryczałam się znowu, popłakałam sobie aż się uspokoiłam…Dali mi cały arsenał antybiotyków, 3 antybiotyki trzy razy dziennie, co chwila mi nową kroplówkę przynosiły, a w dodatku worek od cewnika miałam przywiązany do łóżka, więc żeby się ruszyć musiałam się odwiązywać i potem wołąć kogoś żeby mnie przywiązał. Początkowo bałam się …robić siku z tym cewnikiem bo się bałam że pęknie albo wybuchnie, ale w końcu dałam sobie spokój i nie wybuchł. I tak chodziłam w ztym workiem w garści jak idiota. W niedzielę koło południa zdjęli mi to draństwo i od razu mi się lepiej zrobiło jak gacie założyłam. Oczywiście temperaturę cały ten czas miałam wysoką bo jakżeby inaczej. No ale zaczęła trochę spadać, tak ze miała być poniżej powiedzmy 37 i 5 przez trzy dni to bym wtedy wyszła. No i tak nawet było aż tu któregoś ranka 37 i 9, zdaje się że to w środę było (już kolejną), już z półtora tygodnia na położnictwie leżałąm i nic, przyszli i powiedzieli że mnie zabierają na ginekologię septyczną. Ja zbladłam – jak to, na zwykłej sali mnie z dzieckiem położą? A co z dzieckiem? Kto się nim zajmie, kto wykąpie? Przeraziłam się. Ale okazało się że małym się zajmą , spoko, a ja będę sama na sali leżeć. No i zabrali mnie. Okazało się że sala ma dwa miejsca, stolik, spoko, drugie łóżko było wyciągnięte, okaząło się też że tam jest i boks noworodkowy i sala porodowa (dla takich jak ja, w gorączce np.). No i przeleżałam tam jeszcze prawie tydzień, temperatura od razu mi po południu pierwszego dnia spadła, ale trzymali mnie długo bo musieli być pewni że jest ok. Dopiero w sobotę odstawili antybiotyki (dodam że wenflon działał przez 4 dni po spadku temperatury, a poprzednio jeszcze na górze musieli wołąć pielęgniarkę anestezjologiczną żeby wenflon założyć bo żyły pękały i bolało jak diabli i nie było miejsca bo same dziury i opuchlizny po wenflonach). No więc w sobotę uroczyście zdjęłi mi wenflon, ale za to wysypało mi się jakieś uczulenie na dekolt i twarz, dali mi odczulacze i przeszło ale następnych dniach przeniosło się na ramiona i brzuch i potem nogi. Miałam wyjść w poniedziałek ale jeszcze dzień zostałam przez małęgo.
    Teraz słów kilka o Dorianku: najpierw nie jadł przez dwa dni tylko spał, potem nie umiał ssać, potem okaząło się że ma żółtaczkę, więc świecił się trzy dni i dwie noce a potem jeszcze trochę, jemu też po wenflonie w rączce zrobiła się okropna fioletowa spuchnięta poducha i do tej pory dostaje maści i opatrunki, acha zapomniałąm dodać że ma wadę wrodzoną siusiaczka, spodziectwo (ma dziurkę nie na czubku tylko pod spodem, ale to się zoperuje, z tym się normalnie żyje, siku robi bez problemu), tyle byliśmy w szpitalu że mu kikut pępka odpadł, karmiłam go piersią ale tracił dużo (aż do 2610 g) potem tył i znowu tracił aż pediatra zdecydowała żeby go dokarmiać bo te antybiotyki mi skiepściły laktację, no i go dokarmiam a jednocześnie odciągam pokarm i piję hippa na pokarm. Przy wypisie mały ważył 2760 g. Acha no i dzień dłużej zostaliśy bo okaząło się że ma jeszcze bilirubinę dość wysoką więc z płączem ale zdecydowałam zostać na dobę dłużej żeby się świecił, i się świecił. I wczoraj wyszliśmy. Ale się rozpisałam, ale same widzicie że historia była dłuuuuuuuuga i smutna. Ale już się skończyła. Mój gwiazdorek trafił do gazety z okazji Dnia Dziecka, mamy śliczne fotki dwie.
    Kończę tą epistołę, pozdrowionka.

    Kasia i Dorianek 23.05.04

    #617841

    mala-wiedzma

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    duuuuuuuuuuuuuużo przeszłaś w szpitalu 🙁
    nie rozumiem czemu lekarze przy spadającym tętnie dziecka do 47 nie rozwiązali twojej ciąży odrazu cc ?

    a taką wade genetyczna ( czyli spodziectwo ) miał mój brat cioteczny i podczas 1 operacji udało się to skorygować i wszystko jest już ok 🙂
    a Dorianek – niezwykłe imie 🙂 – niech rośnie szybciutko i niech będzie zdrowy

    Kasia + Synus (25.01)



    #617842

    mamysz

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    …yesu, kobieto ale piekło przeszłaś…najważniejsze że już jesteście w domu…

    Pozdrawiam

    ewka i Weronika 06.10.02

    #617843

    efik

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    dziewczyno kochana!!!!!
    aż czułam ten ból o którym pisałaś – koszmar……..
    współczuję Ci bardzo – Dorianek napewno wynagrodzi Ci uśmiechem wszystkie bóle

    pozdrawiam efik i Stefek (14 lipca)

    #617844

    asia80

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    Nareszcie jestescie juz w domku

    Asia i Oliwierek 14.01.2004 r

    #617845

    nena75

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    Kiedy czytałam o tym jak Ci zakładali cewnik, wkłuwali w żyłę itd. to aż mnie ciarki przeszły bo przypomniałam sobie jak bardzo jest to bolesne szczególnie wtedy, gdy trzeba ratować dziecko i cc jest wykonywane w ekspresowym tempie (ja też miałam cc z powodu spadającego tętna Tomaszka).
    Trzymam kciuki, żeby już teraz wszystko było OK i żebyś szybko zapomniała o tym koszmarze.

    Wioletta i Tomaszek 24.11.03



    #617846

    toeris

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    Witajcie 😉
    Gratulacje dla dzielnej mamy ;-)))
    Teraz juz moze byc tylko lepiej

    Toeris + Ala 14.09.2003

    #617847

    olaka

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    Brrrr, na szczęście jest już po wszystkim!!! Gratuluję syneczka!

    Ola i mala Ninka ur. 30 maja 2003

    #617848

    sosna

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    Wspolczuje …te cholerne szpitale.Wazne ze jestescie juz cali i zdrowi w domku.
    Mojego synka wlasnie czeka operacja spodziectwa, ma te sama wade ceweki moczowej co twoj synek….

    SOSNA i Michalek 20.07.03.

    #617849

    klucha

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    słów brakuje, miejmy nadzieję ze teraz wszystko na lepsze :))

    Izka i Zuzanka (12.V.2002)



    #617850

    oliweczka

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    Medal Ci sie nalezy, kochana.
    Za cierpliwosc, wytrwalosc no i ta wielka sile, ktorej potrzebowal Twoj Synek.
    Gratulacje najszczersze i wszystkiego dobrego!
    Acha… No i nareszcie witaj wsrod swoich

    Ania i Natunia (12.01.04)

    #617851

    Anonim

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    Najwazniejsze ze juz jestescie w domu! Witajcie:)

    Aba i Jaś (04.11.03) + Ktoś (08.02.05)



    #617852

    Anonim

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    To straszne co musiałaś przeżyć, współczuję Ci bardzo.
    Zyczę żeby teraz było już tylko szczęśliwie i radośnie.

    Ola i Ula (24.03.2004)

    #617853

    cszynka

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    Miejmy nadzieję, że co najgorsze to macie już za sobą.
    Witamy wśród szczęśliwych mamuś i dzidziusiów!

    Olcia (06.01.2003)

    #617854

    mysia2

    Re: dzień dobry,to nasza szpitalna historia-długie

    Witam świeżą mamusię! I na samym początku chciałam powiedzieć, że jestem w szoku że cewnik Ci odczepiali. Ja chodziłam po cc z cewnikiem chyba przez 3 dni. Zresztą wszystkie u nas tak chodziły co miały cesarkę.
    A co do laktacji. To czekam na SMS-a od koleżanki która miała cudowny przepis z ziół na pobudzenie laktacji. Nie miała pokarmu, a jak zaczęła to pić to musiała nosić wkładki w biustonoszu bo jej tak leciało. Jak mi przyśle to napiszę Ci go na forum.
    Pozdrawiamy

    Eryka i Natanek 09.09.03r

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 21)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close