Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)
  • Autor
    Wpisy
  • #15419

    aleksandra27

    Jak mi wścieklizna juz przeszła, to jestem w stanie opowiedzieć historyjke, jako cus śmiesznego. Wybrałam się dziś na kwalifikacje do porodu rodzinnego. zabrałam męża, bo chciał zobaczyc przy okazji oddział. na terenie szpitala błądziliśmy z 15 minut, bo trwa remo0nt dróg dojazdowych, ale jakos dotarliśmy. Położna na izbie przyjęć, po 30 min oczekiwaniu zebrała ode mnie info do formularza (chociaż mogła je przepisać z karty ciąży, ale nieważne. kazała czekać. Po nastepnych 30 min zabrała mnie do salki, żeby dokonać pomiarów miednicy i szkoda, że nie miała tu na myśli miski, tyklo mnie:) Mam piękne siniaki po tzw. cyrklu, ale to tez małe piwko, kiedy w perspektywie poród. Teraz kazała mi znowu usiąść w poczekalni i czekać na lekarza. Błyskawicznie, po 15 min pojawił się młodziutki lekarz i ….. zaczęła sie polka. Luzacko, przy zamykaniu drzwi gabinetu zapytał” co słychać”. Kiedy ja głupia zapytałam, gdzie ma być słychac – spoważnieł – zapytał o ruchy płodu. Powterdziłam, ze w nadmiarze. „No to słychać, bo jakby był martwy, toby sie nie ruszał” – zabłysnął dowcipem pan doktor. Ja zdębiałam. zaczął czytać kartę ciąży i bardzo zainteresował się, czemu zmieniałam lekarza w trakcie ciąży. Niestety się nie dowiedział ( bo nie chciałam w to wnikać) i się zdążył z tego powodu wkurzyć. No i wkońcu zapytał o przybieranie na wadze – kiedy przyznalam sie do swioch +22 kg (które i tak by wyczytał z karty), lekarz popatrzyła na mnie z obłędem w oczach i po chwili zapytał z przebiegłym uśmieszkiem: „to pani je wszystko co sie usza, czy co?”. Po takim postawieniu sprway, mnie juz zupełnie opuściły siły i zgłupiałam. Zdążyłam mu tylko powiedzieć, ze jest niewychowany, zanim zupełnie zaniemówiłam z wrażenia. Dobrze, że sam spotaknie nasze szybko zakończył, bo okazało się, że moj ginio nie dał mi opisu do USG, który okazał się niezbedny, i zostałam odesłana z kwitkiem.
    Aż mi się do tego szpitala wracać nie chce i znowu rozmawiac z gburem. Zastanawiam się tylko, jak taki człowiek może być położnikiem i rozamawiac w ten sposób z kobetami w ciąży???
    Mam nadzieję, ze wszystkim wam zostaną oszczędzone taki rozmowy:)))
    Pozdrawiam

    Ola i Mateuszek (28.04.03)

    #225306

    mgosz

    Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

    Podaj jeśli możesz w którym szpiltalu jest taki dowcipny lekarz:)))))
    Pozdrowienia
    Magda(18.07.2003)



    #225307

    Anonim

    Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

    ……Ola……….mnie chyba jakas glupawka dopadla……..usmialam sie z tego opisu…..Ale ja tez baba i tez w ciazy, wiec rozumiem, ze moglas sie wkurzyc………Palant.. z tymi ruchami przegial……….;((Pzdr!

    gucia i mała Ninka (26.04.2003)

    #225308

    aleksandra27

    Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

    Kochana, teraz to ja się sama z tego śmiałam, kiedy to g…. opisywałam. Bo tak naprawde to zakrawa na jakąś satyrę:))))

    Ola i Mateuszek (28.04.03)

    #225309

    marta77

    Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

    No coz…idiotow nie sieją….sami się rodzą 🙁 Mam nadzieje, ze nastepnym razem trafisz na innego lekarza, z mniej specyficznym poczuciem humoru. Pozdrawiam

    Marta i dwie fasoleczki 31.05.2003

    #225310

    aleksandra27

    Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

    Szpital Morski w Redłowie – gdynia. Ale ja nadal szpital gorąco polecam, bo reszta obsługi to anioły – z wyjątkiem jedngo dupka:)
    Pzdr

    Ola i Mateuszek (28.04.03)



    #225311

    Anonim

    Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY


    trzeba było powiedzieć… jak jeszcze sie rusza to nie jem, czekam aż zdechnie…”

    Bruni i kwietniowy Filipek Kubuś

    #225312

    catty

    Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

    Hejka.. To Ci się trafiło…
    Ja też trafiłam na niezbyt miłego lekarza – od USG, na Karowej. Nie dość że przyszedł 2 godziny po czasie, mina naburmuszona i nabzdyczona (powinien przyjmowac od 8, przyszedł o 10 – kilka kobiet w zaawansowanej ciąży czekało na niego od tej 8..).Pierwsze co zrobił to wyszedł powolnym kroczkiem (nazwałam go z tego powodu „królewicz”) i nalał sobie wody z automatu. Burknął coś że „prosze wchodzić” i wreszcie zaczął przyjmować. Kiedy przyszła moja kolej i weszłam, to nawet się nie odwrócił, burknął tylko w odpowiedzi „dzień dobry”. Rozebrałam się (parawan był tak świetnieustawiony, że mogłam albo świecić przed nim gołym tyłkiem, albo ryzykować że ktoś wejdzie bez pukania no i też sobie tem mój tyłek poogląda :-). Wybrałam to drugie). Przez całe badanie nie powiedział ani słowa, monitor był odwrócony tylko w jego stronę. Badał długo i , musze przyznac, chyba dokładnie. Potem zabrał się za USG dopochwowe (wprawdzie miałam torbiel, ale takie USG w 18 tyg ciąży??). Wepchnął mi tą głowicę i gmerał nią tak mocno, że zaczęło mnie strasznie boleć. Na moje okrzyki (z bólu) komentarz obrażonym głosem: skoro panią tak boli, no to pani nie zbadam. Badanie się skończyło, zaczęłam się ubierać. Byłam ciekawa jak z tą torbielą, więc go zapytałam nieśmiałym głosem, ile ma cm. Odwrócił się i spojrzał na mnie wzrokiem bazyliszka (w stylu: jak ja śmiałam się do niego odezwać) , i odpowiedział nieuprzejmym tonem.
    Tragedia po prostu.
    Potem inny lekarz u którego byłam powiedział o tamtym że to wieśniak…

    Monika,Marcin,Michałek(25.08)

    #225313

    aleksandra27

    Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

    Jetseś boska – urodze dzięki tobie szybciej – ze smiechu:)))))

    Ola i Mateuszek (28.04.03)

    #225314

    Anonim

    Re: Kwalifikacja do porodu rodzinnego – STORY

    ….jak czytam takie rzeczy to szlag mnie trafia….. Po co facet w ogole przychodzi do pracy? Moze powinien sie zajac kopaniem ogrodka, albo co innego…….? Sfrustrowany facio…..

    gucia i mała Ninka (26.04.2003)

Postów wyświetlanych: 10 - od 1 do 10 (wszystkich: 10)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close