Rodzi nie rodzi, jak to było z porodem u mnie

Postów wyświetlanych: 3 - od 1 do 3 (wszystkich: 3)
  • Autor
    Wpisy
  • #35983

    japanka

    Z perspektywy czasu gdy to wspominam to się śmieje 🙂 a zaczeło się tak:
    Mieszkam w Bełchatowie a rodzić miałam w Łodzi to jakieś 60km więc z lekarzem uzgodniliśmy że zjawię się wcześniej aby uniknąć przykrych niespodzianek.
    I tak zjawiłam się tydzień przed planowanym terminem porodu.
    Każdy dzień taki sam, rano badanie i znowu nic 🙁 żadnych oznak nadchodzącego porodu. Byłam już tym zmęczona, nie mogłam się doczekać i z zazdrością patrzyłam jak po kolei dziewczyny jechały na porodówkę.
    Miałam wrażenie że jestem słonicą i będe cjodziła z moim bębenkiem dwa lata.
    Co ja nie robiłam :-0 biegałam po schodach jak głupia, przysiady opanowałam do perfekcji, poprostu cuda niewidy i NIC ani drgnę.
    Już miałam dosyć, nikomu tego nie rzyczę.
    Po piątym dniu pobytu lekarz stwierdził ze jak przez sobotę i niedzielę nic się nie ruszy to w poniedziałek pomogą mi dadzą jakiś środek i powinno coś się ruszyć.
    Więc czekałam i łudziłam się że w końcu coś się ruszy.
    Niestety myliłam się 🙁 leżałam i objadałam się czym się dało i rozpaczałam że wszystko przeciwko mnie, juz nie mogłam się doczekać kiedy zobaczę moje dziecko tym bardziej ze w końcu nie wiedziałam czy to chłopiec czy dziewczynka.
    W poniedziałek rano kolejne badanie i decyzja że jutro rano zaczynamy działać, miałam dostać jakiś czopek i powinno się ruszyć.
    W takiej sytuacji jak ja była jeszcze jedna dziewczyna i tak obydwie miałyśmy we torek ruszyć.
    Poszłyśmy rano o 10.00 dostałyśmy czopek i podłączono nas do KTG i tak leżałam dwie godziny oglądając wydruk i prosząc Boga aby w końcu coś drgneło, kiedy kończyła się druga godzina a mój wykres nie wskazywał że ja w ogóle urodzę. Przyszła położna i stwierdziła że rodzić to ja dziś nie będe. Wiecie co ja w tedy czułam? złość i sama na siebie to głupio brzmi ale byłam zła że jakbym była w domu to napewno by coś się zaczeło i jak głupia jechałabym na łeb na szyję.
    Dobiciem było gdy przyszła moja szanowna koleżanka i z ironią pyta się….noi co? są u ciebie jakieś pagórki?… ze zwoickim spokojem odpowiedziałam że niestety rodzić nie będe. Za to ona że u niej akcja się rozpoczeła i jej lekarz powiedział że dzisiaj urodzi.
    Nie będe komentowała co czułam, to był jak wyścig szczurów.
    Jednak lekarz poprosiła abyśmy we dwie przyszły do gabinetu badań to było jakieś 2,5 godziny od momentu podania czopku.
    Zbadał koleżankę (wyszła usmiechnięta że urodzi dziś) a pózniej weszłam ja.
    Zostałam zbadana oj dokładnie to czułam i kazano mi iść zjeść obiad bo RODZIĆ TO JA DZIŚ NIE BĘDE.
    Szłam po ten obiad i klenełam na wszystkie diabli że to tylko mnie mogło się rpzytrafić.
    Jadłam obiad w swojej sali i zadzwonił mąż, pczywiście wyżyłam się na nim (głupio zrobiłam) i nie kazałam przyjeżdżać bo lekarz i położna powiedzieli że rodzić nie będe.
    Jem sobie obiadek i cały czas bolał mnie brzuch jakbym miała dostać miesiączkę.
    Stwierdziłam że to efekt badania bo było bardzo bolesne.
    I tak dobrą godzinę chodziłam po pokoju i płakałam z bólu. Nie chciałam nic mówić położnej no bo po co skoro to nie akcja porodowa, wytłumaczyłam sobie że to musi przejść. Ale po tej godzinie zaczełam mierzyć te skurcze stoperem i okazało się że mam je co 5-6 minut.Na sali leżała ze mną dziewczyna która była w ciąży z drugim dzieckiem i nie wiedziała co się ze mną dzieje.
    Kiedy ból stawał się naprawdę dokuczliwy koleżanka poszła po położną, ta przyszła i oczywiście głupio się zpytała.. co panią boli? powiedziałam że cierpię tak już od 1,5 godziny i niewiem co jest grane bo wszyscy mi powiedzieli że rodzić nie będe a po badaniu lekarskim coś dziwnego zaczeło się dziać.
    Podłączyła KTG i obserwowała i jakież było zdziwienie bo pojawiły się niesamowite pagórki.
    Ja już w końcu nie wiedziałam co jest grane? tu mi mówią zjedz kobito obiad bo rodzić nie będziesz a tu pojawiły się skurcze co pieć minut.W szkole rodzenia mówili ze najpierw co 20 minut a pozniej coraz krócej.
    W tym czasie jak z nieba zjawił się mój maż, stwierdził że przyjechał mnie uspokoić bo mu się mnie żal zrobiło.
    Za to mu jestem wdzięczna że nie wziął do serca moich słów.
    Łziliśmy po korytarzu czekając na mojego lekarza który na szczęście miał dyżur.
    Ból był ogromny, ledwo łaziłam, jak się pozniej dowiedziałam mogłam odczuwać te bóle mocniej od innych kobiet bo miałam endometriozę.
    Lekarz ze zwoickim spokojem zapytała się co się stało? poinformowałam że mam skurcze i już nie daję rady.
    Zapytał się co ile minut? i zdziwiło go gdy powiedziałam że co pieć. No to jazda kazali wsiadać na wózek i do gabinetu badan.
    No tam to się zaczeło, po badaniu zwijałam się jak wąż ale i tak byłam dzielna, nie krzyczałam i wszystko trzymałam w sobie. Cieszyłam sie niemiłosiernie że tak z nienacka zaczeło się!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! a w uszach dżwięczały mi slowa PANI RODZIĆ DZIŚ NIE BĘDZIE.
    Po całym badaniu kazał zawieść mnie na prodówkę i wiecie jaka była mina koleżanki która miała też dziś rodzić? wyprzedziłam ją i zajełam pokój do porodów rodzinnych.
    Było tam całkiem miło (mam na myśli wystrój) dwa fotele, wersalka, miły nastroj, naprawdę OK.
    Po tych wszystkich zabiegach (no lewatywa) dostałam znieczulenie naprawdę szybko i skutecznie.
    Byłam już zmęczona i dwie godziny mogę powiedzieć odpoczełam, potem zaczeło się na nowo.
    Lekarz masował szyjkę, kazał zwiększyć dawkę oksytocyny, robił co mółgł.
    Mąż jadł sobie kolacje, pił kawkę. Powiem Wam tak ze gdyby wtedy szanowny mąż chciałby zrobić mi jakiś masaż czy coś innego co doradzali nam w szkole rodzenia to dotał by chyba kopniaka.
    No niestety znieczulenie przestało już działać a dalsze dawki podawanego były dużo mniejsze bo im bliżej finału to nie mozna przesadzać.
    Co trochę spoglądałam na zegar wiszący na ścianie i miałam wrażenie że stoi w miejscu. Zadałam jedno lekarzowi pytanie ..czy zdąże przed pólnocą/ a to dlatego że tej nocy zmieniała sie znak zodiaku z Wagi na skorpiona.
    Ja jestem waga a mąż skorpion więc chciałam aby dziecko było wagą.
    Szanowny pan doktor stwierdził że powinnam.
    Bolało ale wiedziałam że musi i jakoś to znosiłam, gorzej było z zmęczeniem no bo po tylu godzinach kto by się nie zmęczył i bałam się że jak urodzę to nie będe miała siły nawet dziecka przytulić.
    Jak bardzo się myliłam!!!!!!!!!!!!!!
    Całkiem niezle szło rozwarcie jak ta lala i podniecenie że to już niedługo.
    Po 9 gdozinach zdołałam powiedziećlekarzowi że nie mam siły i nie dam juz rady, uśmiechnął się i powiedział
    ..że dam radę i niedługo koniec…..
    Powiedział mi jeszcze tak, że jak będe czuła że chce mi się kupę to mam powiedzieć, powiem że dziwnie to przyjełam.
    Itak czekałam do tego momentu, oczywiście doczekałam sie tego momentu.
    Wtedy szanowny małżonek i pan doktor wzieli mnie pod pachę i zawlekli na zimną salę pełną świateł i z zdziwieniem patrzyłam jak paskami przyczepiają mi nogi i zakładają szmaciane buty aby było mi ciepło.
    Wszystko było przygotowane a ja byłam lekko oszołomiona i nie mogłam uwierzyć że za moment na świecie będzie moje dziecko.
    Noi przydałay się lekcje oddychania ze szkoły rodzenia, trzy razy parłam i za czwartm razem wyskoczył maluszek, jak z procy, taka rybka, nie czułam bólu!!!!!! a ulgę że już.
    Mąż stał za moją glową a dzieciątko położyli na brzuchu, to był chłopiec i jeszcze go nie zoabaczyłam a ditknełam to czułam coś ciepłego i mokrego, oj dziwnie.
    Była godzina 23.25 zdążyłam przed północą. Urodził się jako waga, a dzis jest dylemat ponieważ w niektórych kalendarzach widnieje jako waga a w innych jako skorpion i bądz tu mądry? chociaz tyle że jest sprawiedliwie wago-skorpion hi hi hi
    ważył 3950g i mierzył 58cm.
    Chłop jak dąb. Zabrali go mycia i innych tam a mąż podążył za nimi bacznie pilująć zeby coś się nie stało, wszystko filmował i pózniej ja mogłam sobie w domku na spokojnie obejrzec.
    Szycie w ogóle nie bolało, byłam cała w skowronkach.
    Po wszystkim zawiezli mnie z powrotem do pokoju porodów rodzinnych i tam miałam leżeć przez dwie godziny taka procedura.
    Tam cieszyłam się moim dzieckiem i dokładnie sobie go obejrzałam.
    Słyszałam tam również jak moja koleżanka przerazliwie krzyczała rodząc swoją córeczkę Zuzię. I jak to się ułożyło że ja ją wyprzedziłam i mój synek o 1 dzień jest starszy od jej córci.
    Ale powracając do mnie to mój szanowny chłop był w szoku że po 10 godzinach wyglądam lepiej od niego. Nie chciało mi się spać, zmęczenie gdzieś się ulotniło. Serce biło jak oszalałe ze szczęścia.
    O 2.00 w nocy zwiezli mnie na swoją salę a dzieciatko zostało na swoim odziale.
    Mąż pojechał do moich rodzicówz nagraniem i wszyscy mieli możliwość zobaczenia jak wygląda nsz syn.
    Ja nie moglam spać, opowiadałam wszystko mojej współlokatorce (biedna była ale emocje były silniejsze)
    Rano jeszcze przed obchodem wstałam i zrobiłam ze sobą porządek i dawaj lecę na oddział gdzie jest moje dziecię.
    Po drodze spotkałam swojego lekarza który zw zdziwieniem patrzył na mnie skad mam tyle siły?przeciez tak mało czasu upłyneło od porodu, sama nie wiedziałam skad ta siła.
    Nie czułam bólu i już, ja nazwałam to hormonem szczęścia z czego pan doktor się uśmiał i przyznał rację.
    W czwartej dobie chciano wyrzucić mnie do domu bo było ze mną wsystko ok i z dzieckiem równieżale ie miał ktomnie odebrac bo mąż miał już wcześniej spisaną umowę i musiał iść do pracy.
    Jak widzicie drogie mamy nie ma reguły że jak położna czy lekarz powie że nie rodzimy to tak ma być.
    Coś ten lekarz zrobił podczas tego badania że tabletka nie zadziałała a on wiedział gdzie trzeba dotknąć 🙂
    Mówią że drugie dziecko rodzi się krócej, mam nadzieję bo to oczekiwanie jest strasznie męczące.
    To wszystko mogę podsumować tak:
    Nasłuchałam się róznych historii o porodach i niepotrzebnie. Każda kobieta odbiera ból inaczej, nie mówiąc o przypadkach
    że rodzą dzieci w dwie godziny a nie 10 czy dwa dni. Jedne dwa dni poporodzie ledwo chodzą i wszystko je boli inne 4 godz. po potrafią biegać jak skowronki.
    Tak samo jak naczytałam się gazet i opowieści co się dzieje po porodzie i o dzieciach.
    Przygotowałam sie psychicznie na najgorsze, nieprzespane noce, kolki i inne sparawy, a spotkało mnie miłe rozczarowanie no tak moge napisać bo dzieciak grzeczny był noi jest. Ładnie spał, kolka jakoś delikatnie dała o sobie znać, apetyt miał i ma.
    Jakoś tak nie odczułam zmęczenia.
    Ze sobą tez sobie jakoś poradziłam, bałam się jak kazdy człowiek bólu przy porodzie a to że z gojeniem krocza mogą być problemy a to że z karmieniem itd.
    Dziś Michałek ma 26 miesięcy i gdy będzie miało na świat przyjść jego rodzeństwo to też w tym szpitalu i w towarzystwie tego lekarza ale będe bogatsza o wiedzę.

    serdecznie pozdrawiam wszystkie mamy i te oczekujące na rozwiązanie również bo to co kobieta przeżywa podczas narodzin dziecka jest nie do opisania a faceci mogą nam
    zazdrościć.
    Ból bólem ale nagroda jest WSPANIAŁA.

    Ania mama Michałka (23,10.01)

    #470728

    Anonim

    Re: Rodzi nie rodzi, jak to było z porodem u mnie

    a mogą nam zazdrościć:) podobno jest mega nagroda dla pierwszego faceta który urodzi;))

    Aba i Jaś (04.11.03)



    #470729

    sliczna24

    Re: Rodzi nie rodzi, jak to było z porodem u mnie

    Super czytalo sie twoj opis tak lekko …hehe i kto sie zna lepiej na porodach i nasza silna wola gora!!

    Dorota i Zosia <16.07.2003.>

Postów wyświetlanych: 3 - od 1 do 3 (wszystkich: 3)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close