tak daleko a tak blisko – sztuka umierania

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 33)
  • Autor
    Wpisy
  • #101739

    tusiaaa24

    Witam

    Tak błądzę po internecie w poszukiwaniu czegoś czego sama nazwać nie umiem …

    mam od 6 lat chorego tatę – mając 54 lata tato przeszedł 2 udary mózgu jeden po drugim – leżał w ciężkim stanie pond 3 miesiące na neurologii – lekarze nie dawali nam żadnych szans – a tata walczył … po 6 miesiącach powoli zaczął kontaktować – z leżącej kłody robiącej pod siebie zaczął wracać do świata żywych … – przez te 6 lat wielokrotnie był hospitalizowany … wielokrotnie też miał udary .. zawsze jakoś z sytuacji podbramkowej wychodził obronną ręką … do 22 października 2009 roku
    tego dnia mama znalazła tatę z sinicą twarzy … nie mógł oddychać … zaraz szybko przyjechało pogotowie – trafił na oiom kardiologii inwazyjnej – przygotowywany do koronografii praktycznie umierał im tam … powód – nie możliwość wkłucia się … wszystkie żyły pękały i trzaskały – ciągle bezskutecznie – wreszcie udało się – jakiś mądry lekarz kazał się wkuć bezpośrednio w tętnice udową … – i już czekam z mężem w holu kiedy lekarz mówi – stan pacjenta bardzo ciężki – ostra niewydolność oddechowo krążeniowa po przebytym zawale … do tego o dziwo bakteryjne zapalenie płuc – jedno płuco nie pracuje … o szok – zabiegu nie będzie – jeszcze kilka dni regulują stan sercowy – straszną arytmię – normuje się ta niewydolność oddechowo krążeniowa … stan taty ciężki – ale stabilny … antybiotyk trafiony – przekazują tatę do innego szpitala na kardiologię zachowawczą – (cel: obserwacja serca i podleczenie płuc – a w konsekwencji koronografia na oddziale wyjściowym) – tam podejmują decyzję że zabiegu nie będzie – ze względu na wielkie ryzyko … pewnie chodzi o te słabe żyły …

    z każdym dniem tata nabiera sił – walczy o swoje życie i ponownie jak 6 lat wcześniej wydziera się z rąk śmierci …

    piątek – rokowania ordynatora – stan stabilny – płuca nadają się do kontynuacji leczenia ambulatoryjnego więc z zaleceniami wypis mniej więcej na wtorek środa …
    z tatą coraz lepiej – bardzo się cieszy że wróci do domu – słaby to słaby ale jakoś stanie na nogi –

    jeszcze w poniedziałek wieczorem przy odwiedzinach mamy podejmuje próbę samodzielnego golenia – sam robi sobie kanapkę i po rozmowie żegna się stojąc z mamą – czekają oboje jutra …

    wtorek godzina 10:00 – obie z mama jesteśmy w pracy – po wcześniejszych uzgodnieniach zaraz ma dzwonić do ordynatora i ustalić konkretnie godzinę wypisu … i znowu szok

    tata w stanie “warzywa” jest przewieziony na oddział neurologii o godzinie 7:18 rano – pomimo tego iż w karcie pacjenta zostały wpisane nr telefonów do rodziny (mamy mnie i siostry) nikt nas nie powiadomił o tym że z tatą dzieje się coś złego …

    mama zwalnia się z pracy i biegnie na oddział i co widzi – mężczyznę który jest przytomny – wogóle nie kontaktuje – leży w pampersie i cewniku …

    co się stało Co?Co?Co?Co???

    odpowiedź – pacjent został przewieziony na tut oddział z rozpoznaniem padaczki po udarowej …
    atak drgawkowy był dwukrotny … do tego stan przed zawałowy
    stan ogólny ciężki proszę spodziewać się wszystkiego … Złość

    jak zaszłam wczoraj do szpitala nie byłam w stanie uwierzyć w to co widzę –
    łzy leja mi się po policzkach – patrzę – widzę – leżącą kłodę bez oznak kontaktu … zrozumienia … bez odpowiedzi … tylko rozlatane mydlane oczy … nie poznające nas -ani sytuacji w jakiej się znajduje …

    wszystkie potrzeby fizjologiczne załatwia pod siebie – nie mówi …

    do tego doszła gorączka mózgowa …

    no i nadeszła chwila w której muszę napisać, że mam umierającego tatę … nie wiem z jednej strony godzę się z tym bo widząc jego obecny stan wiem że bardzo cierpi … my również razem z nim
    ale gdzieś w głębi duszy krzyczę -walcz tato… – dasz radę – nie możesz przecież sie poddać – nie TY – nieeeeeeee

    i widzę że mój krzyk jest tłumiony przez dziwne uczucie nadchodzącej śmierci

    kiedy patrzę na tatę wiem że nie będzie już nigdy dobrze – że nie usiądzie ze mną – nie weźmie wnuków na kolano – że nie pogłaszcze …

    i te moje natrętne myśli – co się takiego wydarzyło w szpitalu w nocy aby tak gwałtownie zmienił się stan pacjenta – dlaczego nikt nas nie informował na bieżąco …

    sama nie wiem co mam teraz zrobić – uspakajam swoje siostry mamę – ale sama płaczę po kątach – cała noc płaczę – ale muszę dać mu odejść w spkoju – godności … tylko jak mam to zrobić … kiedy warunki szpitalne są upadlające … kiedy leżysz cały dzień i nikt nie poda Ci picia – gdyby nie rodzina to raz dziennie byłby przwinięty …

    wiem że umrze
    wiedziałam to już 22 października – wiedziałam że nie będzie dobrze

    i właśnie to przeczucie jest ze mną od tamtego wydarzenia … wiem że już nie wróci do mnie …
    wiem że to tylko kwestia kilku dni może tygodni …
    czuję tę niezwykłą wręcznie nie doopisania atmosferę tej sali – ten nadwyraz dziwny spokój …

    jest mi tak przykro że nikt nie liczy się z nami – rodzinami – z tym co czujemy – że dla oddziału (ordynatora/lekarzy/pielęgniarek) jest to kolejny pacjent z 13-stki …

    a właśnie ten bezosobowy przypadek – ten ciężko chory pacjent z 13-stki … ten umierający człowiek jest moim ukochanym tatą …

    pozdr tusia

    Umierający chcą, aby ci, którzy są przy nich w tym trudnym dla nich czasie, chcieli towarzyszyć im w ostatniej pielgrzymce w nieznane. Czymś najwspanialszym, co możemy dla nich zrobić, to wyruszyć razem w tę drogę i nie zagubić się na niej; być z umierającym nawet wtedy, kiedy nie do końca rozumiemy wszystko, co chcą nam powiedzieć; umieć patrzeć prosto w oczy śmierci, a nie odwracać się od niej.
    E. Kennedy, S.C. Charles

    #3017392

    kasiex

    :Przytulam:



    #3017393

    dominicaa

    :Przytulam:

    #3017394

    lilavati

    strasznie mi przykro, ze tak Was los doświadcza:Przytulam:
    Wielu sił Wam życze w tak trudnych chwilach…

    #3017395

    Anonim

    bardzo to smutne
    współczuje
    przytulam.

    #3017396

    moni2003

    :Przytulam::Przytulam:
    przykro mi bardzo…



    #3017397

    justonka

    nawet niewiem jak mam pokazać jak bardzo mi przykro…

    #3017398

    dora

    Przykro mi.
    I rozumiem Cię doskonale, bo też straciłam ukochanego tatę.
    Niestety nie byłam przy jego śmierci.
    Ty bądź przy swoim, jeśli tylko masz taką możliwość.

    #3017399

    asik

    Smutne to bardzo jak nasi bliscy tak cierpią 🙁
    Przytulam Cię mocno i dużo sił życzę w tym ciężkim okresie

    #3017400

    miamia

    przykro bardzo :Przytulam:



    #3017401

    tusiaaa24

    Zamieszczone przez Dora
    Przykro mi.
    I rozumiem Cię doskonale, bo też straciłam ukochanego tatę.
    Niestety nie byłam przy jego śmierci.
    Ty bądź przy swoim, jeśli tylko masz taką możliwość.

    chciałabym mieć taką możliwość – spędzam tam swoją każdą wolną chwilę – ale mam dwoje małych dzieci – pracę … 🙁

    #3017402

    2308

    :Przytulam:
    Strasznie to smutne.



    #3017403

    ulaluki

    Współczuję Ci ogromnie.
    Sama przez to przechodziłam, wiem jakie to trudne.
    Nic już nie będzie takie samo:)

    #3017404

    renata-fx

    Też przechodziłam podobną historię 🙁 Tylko mój tata nie zdążył już zobaczyć wnuka 🙁 Przytulam cię mocno

    #3017405

    klucha

    przykro mi Tusiu

Postów wyświetlanych: 15 - od 1 do 15 (wszystkich: 33)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close