poradzcie-co Wy na to?

Postów wyświetlanych: 4 - od 1 do 4 (wszystkich: 4)
  • Autor
    Wpisy
  • #44676

    vieta

    Moja babcia przepisała na mnie i moją siostrę swoje dwupokojowe mieszkanie. Moja mama jej nie wierzyła i wiedząc ze mnie babcia niby lubi najlepiej z wnuczek, prosiła ją by przepisała na mnie to mieszkanie. Babcia w końcu przepisała je na mnie. Moja mama cieszyła się że ja bede tam mieszkać a siotra później na jej mieszkaniu(1pokoj.).
    Gdzieś 2-3 lata temu powiedziałam siostrze, że jak dostanę to mieszkanie to podzielę się z nią pół na pół, ale że będzie musiała podzielić się ze mną kosztami.
    Wyłaziłam i wymarudziłam(było to poniżajace) sobie mieszkanie(kawalerkę) z urzędu meijskiego, czekałam na nie 7 lat. Potem zdecydowałam się je wykupić za kasę na książeczce mieszk.
    Przy okazji zaproponowałam mojej mamie i siostrze, że pzrepiszą na mnie swoje książeczki i dzięki temu dostaną kasę(inaczej by nie miały raczej okazji skorzystać z tej kasy-chodzi o premię). Pzrepisały choć bały się, iż nie oddam im tej kasy.
    Oddałam co do grosza. Książeczki założyła nam mama po tym jak tata zginął, wpłaciła po równo. Ja miałam wiecej kasy na książeczce mojej od siostry bo kiedyś każde najstarsze dziecko w rodzinie dostało książeczkę a na niej jakiś wkład z zastrzeżeniem ze będe mogła sobie wypłacić jak skończę 18(od taty z zakładu-tata tam zginął).

    W październiku zmara mama i okazało się, ze jak moja siorka chce tam mieszkać to ma wpłacić 4tyś, i nie byłoby to na własnosć, musiałaby zrobić tam remont-nie zdecydowałą się( i się nie dziwię).
    W tym samym czasie z babcią gorzej i okazało się, że jej syn wziął babcię do siebie a mi pzrypadło zajmowanie sie tym mieszkaniem i opłacać je. Najgorsze w tym jest to, że ja będe właścicielem tego meiszk.dopiero po babci śmeirci(tak jest sporządzony testament) a nie mam kasy by za nie płacić wiec je wynajęłam. Najemcy olewają sobie z płatnościami. Ja wydzwaniam, co m-c denerwuję się. Dodam, że mieszkają na lewo, umowy nie mogę sporządzić bo nie jestem właścicielem a babcia nie moze bo nie poznaje nikogo. Poza tym ciotka(babci synowa) wyrzuca mi wciąż że to ja powinnam się zajać babcią i takie tam inne przykrosci. Ja mam jeden pokój i nie bardzo mogłabym się przenieść do miasta innego gdzie jest babci mieszkanie.

    PAmiętacie powiedziałam siostrze o tym, że podzielę się z nią pół na pół i zaraz zapytałam siostrę co ona by zrobiła w mojej sytuacji. A ona mi pwoiedziałą:że nie wie na 100% ale chyba nie dałaby mi połowy ale na pewno dałaby coś, może jakieś 10 tyś. Poczułam się wówczas jakby ktoś dał mi w pysk,przykro.

    Kilka dni temu mając znów problemy z najemcami i ta nerwówka zadzwoiniłam do siostry i powiedziałam, że nei jestem pewna czy podzielę się z nią pół na pół, że na pewno podzielę się. Ona się na mnie wkurzyła.
    Moje „bratnie duszyczki” powiedziały że nie podzieliłyby się a ja zawsze stawiałam innych nad siebie- myślałam wówczas inaczej a teraz sama nie wiem. Wiadomo, że boję się o swój byt i jednocześnie wkurza mnie ta cała sytuacja z mieszkaniem babci więc nie wiem-teraz mam mieszane uczucia. Wszytsko jest na mojej głowie a siorka tłumaczy, że ma problemy i nie pomaga mi.
    Co byście wy zrobiły teraz?

    Dodam, że moja siostra wynajmuje mieszkanie, nie ma swojego. Mówiłąm jej ok.2 lat temu by się starała o mieszaknie z UM, ale ona się ociągała i jak jej pomogłam i poszłam z nią złożyć w jednym mieście a w drugim sama złożyła, ale tam tzreba łązić, narzekać i się prosić a ona nie bardzo chodzi.
    Dziś ma ona żal, że ja miałam więcej kasy na książeczce i że na mnie babci mieszkanie. Pzrecież to nie moja wina.

    Co byście zrobiły na moim miejscu????

    Edited by vieta on 2004/04/24 12:00.

    #581491

    monikachorzow

    Re: poradzcie-co Wy na to?

    naprawde głupia sytuacja.w takich przypadkach najczęściej poznajesz się na rodzince. wiadomo że chciałoby cię dla bliskich najlepiej ale nieraz trzeba zacisnąć zęby i powiedzieć nie,bo inaczej wykorzystają cię bez skrupułów.myśmy mieli podobną sytuacje z domem moich teściów na wsi.mieliśmy tam mieszkać (70 km od katowic,blisko gór,okolica ładna)wszystko było ładnie pięknie jak ja sadziłam kwiatki a mąż myślał o tynkowaniu i naprawianiu niemłodego już domu.w momencie kiedy mąż zaczął mówić o przepisaniu ojcowizny na niego- jest jedynakiem zaczęły się schody.nie przepiszą bo się boją że ich wyrzucimy i inne takie pierdoły.nagle znaleźli się kuzyni i wujkowie którzy też coś z tego chcieli….tak się skończyło że mieszkamy w chorzowie w wynajmowanym mieszkaniu a dom niszczeje.za dzieścia lat jak teściowie poumierają(niech żyją i 100 lat ale taka jest kolej rzeczy)to nie będzie już czego remontować bo się rozsypie.tak nas wyruchała rodzinka….sorry że zamiast poradzić tobie pisze o swoim przypadku ale chciałam ci pokazać że nie jesteś osamotniona z tym problemem.z rodzinką najlepiej wychodzi się na fotografii ale trzeba uważać żeby nie stanąć z boku bo cię wytną……pozdrawiam.

    Monika i Marcinek (15.01.04)



    #581492

    vieta

    Re: poradzcie-co Wy na to?

    no właśnie to głupie, ale cóż.
    Najgorsze jest że sama nie wiem czy dobrze jej powiedziałam.
    Wiesz co, a może by twój mąż powiedział rodzicom żeby prezpisali na niego darowiznę i zastrzegli sobie ze on ich nie wyrzuci. Wiem to od prawnika-bo ja nie miałam odwagi tak zrobić i teraz muszę męczyć się w pewien sposób z najemcami itd.
    Lub poproś by przepisali mu w testamencie( tak jak babcia przepisała na mnie, to jest gorsze wyjście,).bo jak by umarli(co jest normalne) to wujkowie i inni mogą też się dopominać o tą chatę. dzięki i powodzenia.

    #581493

    monikachorzow

    Re: poradzcie-co Wy na to?

    chodzi o to że dom jest w nienajlepszym stanie,parter,gdzie mieszkał 90 letni dziadek chyba 50 lat nie widział remontu.my nie możemy tam niczego robić zanim to nie będzie przepisane.jak wyremontujemy i przyjdzie rzeczoznawca to wartość będzie o wiele większa i kwoty spłaty wujków też,nikt nie zwróci uwagi że swoje pieniądze w to włożyliśmy.jakby to oszacowali teraz to kwota nie byłaby zbyt wysoka,ale oni kombinują.była mowa o zachówku,dośmiertnym korzystaniu z całej posesji itp.wszyscy mówią że kiedyś to i tak będzie nasze jak umrą ale nikt nie myśli o nas .jakie potem są koszta spraw spadkowych a teraz wystarczyłoby pojechać do notariusza i sprawa załatwiona… teściowie nie będą młodsi a zdrowie niestety też im nie dopisuje,ciekawe czy jak kiedyś będą potrzebowali pomocy bo nie poradzą sobie sami 10 km od najbliższego sklepu to co zrobią???szkoda że ne myślą przyszłościowo.już teraz narzekają że rzadko wnuka widują,tr
    udno na własne życzenie.
    dobra nie zanudzam cię już ,masz swoje problemy,najgorsze to pochopne podejmowanie decyzji.pozdrawiam

    Monika i Marcinek (15.01.04)

Postów wyświetlanych: 4 - od 1 do 4 (wszystkich: 4)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close