Poród Ujastek Kraków-mojego synka:)13.06.2012r

Postów wyświetlanych: 6 - od 1 do 6 (wszystkich: 6)
  • Autor
    Wpisy
  • #114769

    monka3

    Kładąc się spać o 2 w nocy(pod koniec ciąży nie mogłam usnąć) czułam ze moje skurcze przepowiadajace-nabieraja na sile, ale to nie był jeszcze ból.Wstałam o 5 rano(mój mąż też bo szykował się do pracy) i czułam że zaczynaja się skurcze lekko bolesne.Powiedziałam do męża że nie wiadomo czy dziś nie bedziemy rodzić, na co on ze zdiwieniem wybałuszył na mnie oczy.Zapytał jeszcze tylko czy wogóle jest sens żeby jechał do pracy,ale ja czując się jeszcze całkiem dobrze powiedziałam mu żeby jechał i jakby co ,to będe dzwonić by wracał:)
    I tak, w miarę uspokojony mężulo wyszedł z domu. Ja tymczasem zaczęłam coraz bardziej zastanawiać się nad ta wersją zdarzeń, że rzeczywiście dziś moge urodzić bo skurcze nabierały na sile. Po chwili wstając z łóżka poczułam wilgoć między nogami i zdenerwowana pobiegłam do łazienki. Zaczęły mi się sączyć wody, byłam pewna że to właśnie to, bo przy pierwszym dziecku podobnie zaczął mi się poród i tak właśnie te wody wyglądały. szybko zadzwoniłam po męża (mężulo nie zdąrzył zajechać daleko) by wracał. Między czasie wstawiłam pranie do pralki,zrobiłam starszemu śniadanie i spokojnie sprawdziłam czy wszystko spakowałam do szpitala. Gdy mąż wrócił do domu,skurcze były już dość bolesne i częste. Jadąc do szpitala miałam skurcze co 2 minuty.
    W Ujastku szybko zostałam przebadana,zrobiono usg,oszacowano wage małego i przyjęto na oddział.W sali przedporodowej podpięto mnie pod ktg, przyszła położna z którą miałam rodzić. Bardzo sympatyczna kobieta przedstawiła mi sie i poinstruowała co się bedzie dziać. Tymczasem moje skurcze zanikły, było mi dobrze z tym ze nic juz nie boli ale perspektywa długiego porodu nie zabardzo mi się mi podobała. Podczas obchodu przebadał mnie ordynator i zapytał czy chce szybko urodzić, ja z entuzjazmem powiedziałam ze tak! On na to odpowiedział -lewatywka i oxytocynka czy mi pasuje? Ja- że tak. I tak w żartobliwej i miłej atmosferze -oficjalnie zaczęłam rodzić.
    Zostało mi zaaplikowane to co ordynator obiecał,ale skurcze nie stawały się wcale mocniejsze,więc zwiększono mi dawkę oxytocyny. Przez cały ten czas mężullo był przy mnie i moja położna, która co chwie przychodziła,sprawdzała co u mnie i mówila co za chwile moge czuć. Przy przyjęciu do szpitala zaznaczyłam ze chce znieczulenie, więc położna poinformowała mnie ze jak tylko skurcze beda bardzo bolesne to mam ją wołać bo pewnie bedzie juz rozwarcie na 3-4 cm i bedzie mozna wołac anestezjologa. Ból stal się bardzo silny, mąż patrzył na mnie z przrażeniem i pytał czy jakoś mmoze pomóc, a ja tylko warczałam na niego zeby nic do mnie nie mówił i nawet na mnie nie patrzył. Gdy zawołał położną okazało sie ze rozwarcie jest na 7 cm i niewiadomo czy zdąrzą podac znieczulenie ale poprosiłam ze jednak chce. Przyszła bardzo miła anestezjolog, która przyniosła mi długo wyczekiwaną ulgę. Po znieczuleniu,wniebowzięta cudownym i błogim stanem ukojenia-błogosławiłam tego kto wymyślił znieczulenie:)
    Zaraz potem okazało się ze jest pełne rozwarcie i z trudem musiałam przejść na salę porodową(nogi mi zdretwiały od znieczulenia). Bedąc juz na fotelu porodowym poprosiłam jeszcze raz położną że jakby się dało nie chce być nacinana, ona powiedziała ze zrobi co się da. Pokazała mi jak oddychać i zaczęło się wypychanie mojego klocuszka:D
    Było ciężko,ale w pełni skupiona słuchałam położnej. Mężulo wciśnięty gdzieś obok mnie dygotał ze zdenerwowania. Sił zaczęło juz brakować ale położna I mąż dodawali otuchy. Oczy miałam zamkniete zeby tłum ludzi(bo nagle w sali pojawiło sie sporo osób) mnie nie rozpraszał. I tak z zamkniętymi oczami usłyszałam płacz mojego synka. Zaraz położyli mi go na piersi , a on natychmiast przestał płakać. Był cudowny! Od razu się zakochałam ! Mąż z wrażenia zapomniał aparatu i tylko telefonem pstrykał fotki. Zapomniał tez ubranek dla małego i musiał biec do auta po zapomnianą torbę. Było z niego troche śmiechu! Obyło sie bez rozcinania mnie i byłam bardzo szczęśliwa! Podziękowałam serdecznie położnej i po krótkim czasie zostalam zawieziona do sali poporodowej. W pełni szczęśliwa i sprawna(bo bez nacinania czułam się swietnie,a miałam porównanie bo przy 1 porodzie była niestety szyta i ból był duży i dyskommfort) rozmościłam się na łóżku z moim maleństwem. Potem położna jeszcze przychodziła do mnie i pytała jak się czuje, dostałam w razie czego paracetamol ,gdybym czuła że brzuch boli albo krocze. Wogóle opieka była super, ciągle ktoś pytał czy czegoś nie potrzeba. Mały był kilkakrotnie sprawdzany czy nie zaraził się paciorkowcem (mi w wymazie wyszedł dodatni), przychodziły panie od laktacji i srawdzały czy dzieci jedza ładnie. Pokoje czyściutkie i ładne, jedzenie dobre jak na szpital. Mogę z czystym sumieniem polecić tam rodzenie.
    Jedynym mankamentem była Pani pediatra i jej podejście do karmienia naturalnego,jakoś nie była przekonana do tej metody . Gdy mój synio spadł sporo z wagi-stwierdziła ze mam zakończyć te „eksperymenty” i dokamiać bo dziecko mi się rozchoruje i wyladuje na intensywnej terapii! Po tych słowach przeryczałam pół dnia! Naszczęście nie pracuje tam tylko ta Pani Pediatra.
    Mój synio przybrał na wadze wreszcie i zostaliśmy wypisani. Jestem naprawde bardzo zadowolona z porodu i w porównaniu do mojego 1 porodu moge stwierdzić ze ten był SUPER i napewno traumy nie bede mieć po nim, a Ujastek moge szczerze polecić! Nie miałam opłaconej położnej ani lekarza z tamtąd(chodziłam do lekarza który tam pracuje, ale na NFZ) także co do mnie zupełnie nie sprawdziło się czeste przekonanie-że trzeba mieć”załatwioną ” położną czy lekarza zeby opieka była OK:) W podziękowaniu położnej kupiłam kawe i czekoladki,bo naprawde byłam jej wdzięczna świetne podejście i zaangażowanie:)

    #5271063

    marysia1988

    Gratuluje szybkiego i bezproblemowego porodu:)



    #5271064

    laurencja

    No milo czyta sie takie opisy:)
    Gratuluje Syncia!!!!:Hura!:

    #5271065

    myszka1983

    Zamieszczone przez monka3
    Kładąc się spać o 2 w nocy(pod koniec ciąży nie mogłam usnąć) czułam ze moje skurcze przepowiadajace-nabieraja na sile, ale to nie był jeszcze ból.Wstałam o 5 rano(mój mąż też bo szykował się do pracy) i czułam że zaczynaja się skurcze lekko bolesne.Powiedziałam do męża że nie wiadomo czy dziś nie bedziemy rodzić, na co on ze zdiwieniem wybałuszył na mnie oczy.Zapytał jeszcze tylko czy wogóle jest sens żeby jechał do pracy,ale ja czując się jeszcze całkiem dobrze powiedziałam mu żeby jechał i jakby co ,to będe dzwonić by wracał:)
    I tak, w miarę uspokojony mężulo wyszedł z domu. Ja tymczasem zaczęłam coraz bardziej zastanawiać się nad ta wersją zdarzeń, że rzeczywiście dziś moge urodzić bo skurcze nabierały na sile. Po chwili wstając z łóżka poczułam wilgoć między nogami i zdenerwowana pobiegłam do łazienki. Zaczęły mi się sączyć wody, byłam pewna że to właśnie to, bo przy pierwszym dziecku podobnie zaczął mi się poród i tak właśnie te wody wyglądały. szybko zadzwoniłam po męża (mężulo nie zdąrzył zajechać daleko) by wracał. Między czasie wstawiłam pranie do pralki,zrobiłam starszemu śniadanie i spokojnie sprawdziłam czy wszystko spakowałam do szpitala. Gdy mąż wrócił do domu,skurcze były już dość bolesne i częste. Jadąc do szpitala miałam skurcze co 2 minuty.
    W Ujastku szybko zostałam przebadana,zrobiono usg,oszacowano wage małego i przyjęto na oddział.W sali przedporodowej podpięto mnie pod ktg, przyszła położna z którą miałam rodzić. Bardzo sympatyczna kobieta przedstawiła mi sie i poinstruowała co się bedzie dziać. Tymczasem moje skurcze zanikły, było mi dobrze z tym ze nic juz nie boli ale perspektywa długiego porodu nie zabardzo mi się mi podobała. Podczas obchodu przebadał mnie ordynator i zapytał czy chce szybko urodzić, ja z entuzjazmem powiedziałam ze tak! On na to odpowiedział -lewatywka i oxytocynka czy mi pasuje? Ja- że tak. I tak w żartobliwej i miłej atmosferze -oficjalnie zaczęłam rodzić.
    Zostało mi zaaplikowane to co ordynator obiecał,ale skurcze nie stawały się wcale mocniejsze,więc zwiększono mi dawkę oxytocyny. Przez cały ten czas mężullo był przy mnie i moja położna, która co chwie przychodziła,sprawdzała co u mnie i mówila co za chwile moge czuć. Przy przyjęciu do szpitala zaznaczyłam ze chce znieczulenie, więc położna poinformowała mnie ze jak tylko skurcze beda bardzo bolesne to mam ją wołać bo pewnie bedzie juz rozwarcie na 3-4 cm i bedzie mozna wołac anestezjologa. Ból stal się bardzo silny, mąż patrzył na mnie z przrażeniem i pytał czy jakoś mmoze pomóc, a ja tylko warczałam na niego zeby nic do mnie nie mówił i nawet na mnie nie patrzył. Gdy zawołał położną okazało sie ze rozwarcie jest na 7 cm i niewiadomo czy zdąrzą podac znieczulenie ale poprosiłam ze jednak chce. Przyszła bardzo miła anestezjolog, która przyniosła mi długo wyczekiwaną ulgę. Po znieczuleniu,wniebowzięta cudownym i błogim stanem ukojenia-błogosławiłam tego kto wymyślił znieczulenie:)
    Zaraz potem okazało się ze jest pełne rozwarcie i z trudem musiałam przejść na salę porodową(nogi mi zdretwiały od znieczulenia). Bedąc juz na fotelu porodowym poprosiłam jeszcze raz położną że jakby się dało nie chce być nacinana, ona powiedziała ze zrobi co się da. Pokazała mi jak oddychać i zaczęło się wypychanie mojego klocuszka:D
    Było ciężko,ale w pełni skupiona słuchałam położnej. Mężulo wciśnięty gdzieś obok mnie dygotał ze zdenerwowania. Sił zaczęło juz brakować ale położna I mąż dodawali otuchy. Oczy miałam zamkniete zeby tłum ludzi(bo nagle w sali pojawiło sie sporo osób) mnie nie rozpraszał. I tak z zamkniętymi oczami usłyszałam płacz mojego synka. Zaraz położyli mi go na piersi , a on natychmiast przestał płakać. Był cudowny! Od razu się zakochałam ! Mąż z wrażenia zapomniał aparatu i tylko telefonem pstrykał fotki. Zapomniał tez ubranek dla małego i musiał biec do auta po zapomnianą torbę. Było z niego troche śmiechu! Obyło sie bez rozcinania mnie i byłam bardzo szczęśliwa! Podziękowałam serdecznie położnej i po krótkim czasie zostalam zawieziona do sali poporodowej. W pełni szczęśliwa i sprawna(bo bez nacinania czułam się swietnie,a miałam porównanie bo przy 1 porodzie była niestety szyta i ból był duży i dyskommfort) rozmościłam się na łóżku z moim maleństwem. Potem położna jeszcze przychodziła do mnie i pytała jak się czuje, dostałam w razie czego paracetamol ,gdybym czuła że brzuch boli albo krocze. Wogóle opieka była super, ciągle ktoś pytał czy czegoś nie potrzeba. Mały był kilkakrotnie sprawdzany czy nie zaraził się paciorkowcem (mi w wymazie wyszedł dodatni), przychodziły panie od laktacji i srawdzały czy dzieci jedza ładnie. Pokoje czyściutkie i ładne, jedzenie dobre jak na szpital. Mogę z czystym sumieniem polecić tam rodzenie.
    Jedynym mankamentem była Pani pediatra i jej podejście do karmienia naturalnego,jakoś nie była przekonana do tej metody . Gdy mój synio spadł sporo z wagi-stwierdziła ze mam zakończyć te „eksperymenty” i dokamiać bo dziecko mi się rozchoruje i wyladuje na intensywnej terapii! Po tych słowach przeryczałam pół dnia! Naszczęście nie pracuje tam tylko ta Pani Pediatra.
    Mój synio przybrał na wadze wreszcie i zostaliśmy wypisani. Jestem naprawde bardzo zadowolona z porodu i w porównaniu do mojego 1 porodu moge stwierdzić ze ten był SUPER i napewno traumy nie bede mieć po nim, a Ujastek moge szczerze polecić! Nie miałam opłaconej położnej ani lekarza z tamtąd(chodziłam do lekarza który tam pracuje, ale na NFZ) także co do mnie zupełnie nie sprawdziło się czeste przekonanie-że trzeba mieć”załatwioną ” położną czy lekarza zeby opieka była OK:) W podziękowaniu położnej kupiłam kawe i czekoladki,bo naprawde byłam jej wdzięczna świetne podejście i zaangażowanie:)

    czy Twój lekarz pracuje na ujastku? Jak sprawdzano czy mały nie zaraził się paciorkowcem?

    #5271066

    monka3

    Mój lekarz do którego chodziłam na NFZ-dr.Łabiak pracuje na ujastku,ale leżałam z dziewczyną(tez zadowoloną) która pochodziła z innego miasta i nie miała tu lekarza,także na 100% to nie ma tu większego znaczenia. A paciorkowca wykluczyli robiąc badania krwi,stan zapalny i posiew chyba, kilkakrotnie sprawdzany.Do tego był monitorowany 2 razy w takim inkubatorze otwartym.

    #5271067

    paulina89

    Aż miło się czyta opis Twojego porodu 🙂 Super, że tak sprawnie przeszedł i jesteś zadowolona.
    Jeszcze raz wszystkiego dobrego dla Ciebie i dzieciątka 🙂

Postów wyświetlanych: 6 - od 1 do 6 (wszystkich: 6)


Forum ‘Wszystko o porodzie’ jest zamknięte dla nowych tematów i odpowiedzi.

Close