Palenie książek ma historię znacznie dłuższą niż kościół katolicki. W 2019 roku tradycja jest wciąż żywa: w minioną niedzielę księża wraz z ministrantami spalili m.in. książki dla dzieci i młodzieży. Obok Harrego Pottera i Zmierzchu w ogniu spłonęły też afrykańskie maski i hinduskie figurki. Nie oszczędzono także parasolki z posądzanym o powiązania z diabłem kotkiem Hello Kitty.



Palenie książek po wyjściu z kościoła

Czynicie dobrze, oddając złego ducha na pastwę płomieni… To mocny, wielki, symboliczny akt, który ma być wobec całego świata świadectwem tego, że Listopadowa Republika spłonęła w tym ogniu. – mówił Joseph Goebbels podczas publicznego palenia książek w 1933 roku w III Rzeszy.

Palenie książek ma jednak znacznie dłuższą tradycję. Jak podają źródła sięga ona aż 213 r. p.n.e. Rzecz działa się na Dalekim Wschodzie, gdzie kilka lat wcześniej pierwszym historyczny cesarzem Chin został Czeng. Nowy władca stanął przed trudnym zadaniem scalenia państwa. Gdy udało się już ujednolicić miary i wagi, przyszedł czas na bardziej radykalne kroki. Na wniosek jednego z ministrów, który argumentował, że uczeni niepotrzebnie wzbudzają wątpliwości i zamęt, a także wracają do minionych czasów, spalono większość dawnej literatury chińskiej. Zachowano jedynie poprawne ideologicznie księgi i pisma. Na wszelki wypadek cesarz wydał także rozkaz „zakopania żywcem” 460 uczonych.  Próba ujednolicenia opinii powiodła się tylko na chwilę – po śmierci cesarza jego dynastia dość szybko upadła.

Kolejni książki palili Rzymianie: władcom nie podobała się myśl, że ich poddani mogliby czytać do poduszki traktaty wieszczące upadek cesarzy. Oczywiście w tym czasie spłonęły na stosie również księgi związane z chrześcijaństwem. Jednak jako, że historia lubi zataczać koło cesarz Konstantyn z kolei patrzył jak płoną egzemplarze traktatu „Przeciw chrześcijanom” wybitnego filozofa neoplatońskiego oraz dzieła potępionego na soborze w Nicei Ariusza. Kolejne stosy zapłonęły w średniowieczu trawiąc tomy zawierające nieprawomyślne zapiski. Ostatni głośny manifest palenia książek miał miejsce w III Rzeszy. I choć od tego czasu minął niemal cały wiek, walka z odmiennością nadal trwa. Wczoraj na swoim profilu na Facebooku Fundacja SMS z Nieba pochwaliła się aktem spalenia m.in. „Zmierzchu” i „Harrego Pottera”.

Księża wraz z ministrantami palą książki „Zmierzch” i „Harry Potter”

Zarówno „Zmierzch”, jak i „Harry Potter”, choć posiadają niemałe grono fanów, mają nikłe szanse na to, by zająć miejsce obok ksiąg uczonych czy filozofów. Niestety to za mało, by oszczędziła je chrześcijańska Fundacja SMS do Nieba. Egzemplarze potępianych książek spłonęły wczoraj w ogniu. Na zdjęciach, którymi pochwaliła się na swoim profilu na Facebooku fundacja widzimy, jak księża wraz z ministrantami palą książki, które wcześniej zostały zgromadzone w kościele. W ognisku spłonęły też figurki indyjskich słoni, afrykańskie maski czy parasolka z Hello Kitty.

Internauci  nie kryli oburzenia:

Niemiecki filozof i poeta Henrich Heine powiedział, że tam gdzie pali się książki tam zaraz będą palić ludzi. – czytamy komentarz na fanpage’u Trybuny Ludu, która jako pierwsza napisała o zdarzeniu.

Myślę, że gdyby Bogu chodziło o oddawanie Jemu i tylko Jemu czci to nie zesłałby na ziemię Swojego Syna , aby oddał za nas życie , a raczej wszędzie nakazał postawić swoje podobizny, żebyś spokojnie mogła Go wielbić i z tego uczyniłby meritum wiary Rzymskokatolickiej. Tymczasem jednak daje Nam Jezusa, który całym sobą pokazuje jak kochać i jasno i wyraźnie mówi , że no cóż. Tylko o to chodzi w tym całym naszym życiu – żeby nauczyć się kochać. I to co jest Panu Bogu nie miłe to nasza nieumiejętność kochania drugiej osoby , a nie posiadanie książki np Harrego Pottera. Jeżeli komuś się wydaje, że spalenie książek różnej treści pozwoli mu w jakikolwiek sposób zbliżyć się do tajemnicy wiary czy do Pana Boga no to cóż. Jest kretynem. – pisze internauta pod postem Fundacji SMS do Nieba.

Palą, bo książka to kultura, a oni lubią ciemnote gdyż można nią manewrować.
To jest też zły przykład dla dzieci. – wtóruje pani Helena na fanpage’u fundacji.

Głosy krytyki spotkały się z ripostą osób związanych z fundacją SMS do Nieba. Ale nie tylko…

Nergal podarł biblie artyzm, katolicy spalili pogańskie przed mioty od razu ciemnogród – pisze Piotr.

Oczywiście palenie książek to strasznie (…) sprawa. ALE jak zawsze ważny jest KONTEKTS. „Event” był całkowicie dobrowolny (słowo klucz), a uczestnicy sami przynieśli artefakty, które ich zdaniem odbiegają od ich Boga. Do Hitlera daleka droga, mimo podobieństw na pierwszy rzut oka. – zwraca uwagę Artur.

Czy słusznie? Czy może być jakiekolwiek uzasadnienie dla palenia książek i symboli związanych z innymi kulturami? Czy to, że coś jest odmienne od naszych poglądów to wystarczający powód, aby to  niszczyć? Jak sądzicie?