Zajęcia dodatkowe to niezwykle interesujące propozycje, które mogą zapewnić dziecku ciekawą aktywność po szkole czy przedszkolu. W ostatnim czasie można zauważyć wysyp różnorodnych atrakcji artystycznych, edukacyjnych i sportowych.

Z marketingowej retoryki firm, zajmujących się tego rodzaju przedsięwzięciami, wyłania się obraz metody, strategii czy techniki, która zapewni dziecku niezwykle przyjemny start w osiąganiu sukcesu (czymkolwiek by on nie był). Krótko mówiąc, dodatkowe zajęcia powinny być “po coś”. Warto zatem przyjrzeć się temu, co ta obfitość ofert spędzania czasu przez dzieci daje niektórym rodzicom.

Kadr z serialu „Pełna chata”, (c) Warner Bros

Schematy myślowe dotyczące planowania spędzania czasu wolnego dziecka (bądź rodziców z dziećmi) mogą wywołać ogromny stres i frustrację w samych rodzicach. Czują, że muszą sprostać jakiemuś niebywałemu zadaniu, choć kompletnie nie sprawia im to rodzicielskiej satysfakcji. Trzeba przyznać, że są też i tacy, którzy czerpią dużo dobrej energii umożliwiając swoim dzieciom dostęp do dodatkowych działań artystycznych, edukacyjnych czy sportowych.



Bywa i tak, że rodzice bardzo chcą by ich dzieci miały możliwość skorzystania z jak największej liczby zajęć. A tematyka tych zajęć często pokrywa się z ich skrytymi, niespełnionymi marzeniami. Zestawiając ze sobą te typy podejścia rodziców do zajęć dodatkowych, powstaje przestrzeń, którą wypełniają marketingowe działania i hasła typu: “Twoje dziecko będzie łatwiej się uczyć!”, “Top zajęcia, które pomogą osiągnąć sukces!”, “Poprawnie zadbaj o rozwój dziecka!”.  W ten sposób wkrada się głębokie przekonanie, że liczne zajęcia doładują dziecko na tyle, by miało ono super moc, która gwarantuje mu życiowy sukces (a przecież każdy definiuje go inaczej!).



Podporządkowując swoje życie planowaniu, by rozwój dziecka był perfekcyjny w najdrobniejszym szczególe, rodzice mogą nie zauważyć jakie ono jest w rzeczywistości. A taki stan rzeczy prowadzi do nakręcania się emocjonalnej spirali: dzieci czują się niewystarczająco dobre, podczas gdy rodzice starają się zapewnić im doskonałe dzieciństwo; rodzice zaś czują się niewystarczająco dobrzy, bo nie mają czasu (bądź funduszy), by zapewnić swoim dzieciom doskonałe artystyczno-edukacyjno-sportowe atrakcje.

zajęcia dodatkowe dla dzieci
Kadr z serialu „Seks w wielkim mieście”, (c) New Line Cinema

Co może zrobić rodzic, by nie wpaść w morze takich zmartwień, trosk i niepewności? Warto wziąć głęboki oddech, spróbować wprowadzić w swoje życie więcej „luzu”, odpuścić kilka dodatkowych zajęć i zwyczajnie pobyć ze swoim dzieckiem. Aktywne bycie z pociechą pozwoli lepiej poznać jego zainteresowania, które niekoniecznie mogą pokrywać się z propozycjami zajęć dodatkowych oferowanych przez rynek.

Nie ma nic piękniejszego w tej cudownej, rodzicielskiej przygodzie niż stworzenie dobrej relacji z dzieckiem. A zajęcia dodatkowe? W kontekście coraz bardziej rozpowszechnianej teorii uczenia się przez całe życie, dzieci będą miały jeszcze wiele możliwości, by próbować nowych wyzwań artystycznych, edukacyjnych czy sportowych.



A oto kilka terminów pedagogiczno-psychologicznych,  które warto znać.

“Podążaj za dzieckiem” – to zdanie zapewne zna każdy, kto choć przez chwilę miał styczność z koncepcją nauczania Marii Montessori. U podstaw pedagogiki montessoriańskiej leży zrozumienie, że dzieci od samego początku nastawione są na rozwój. Istotą pracy z dzieckiem jest zaś jego obserwacja, która stanowi klucz do zrozumienia jego świata. Zdaniem Montessori, rodzice i pedagodzy stoją przed ważnym zadaniem: mają oni szanować indywidualność każdego dziecka i wyczuć jego tempo pracy. To pozwoli dostosować do niego przestrzeń i pomoce naukowe, tak by ułatwiły mu samodzielność w odkrywaniu wiedzy.

Strefa najbliższego rozwoju – za tym terminem stoi Lew Wygotski. Przypisuje on zasadniczą rolę w rozwoju dziecka kontekstowi społecznemu w jakim ono się znajduje. Uważał, że konkretna kultura, w której dziecko jest zakorzenione, oraz różnorodne interakcje z ludźmi posiadającymi znacznie większą od niego wiedzę, stanowią kluczowy czynnik jego rozwoju poznawczego. Zatem strefa najbliższego rozwoju, to nic innego jak różnica pomiędzy tym, co dziecko już wie, a tym czego może się nauczyć pod kierunkiem innych. Wygotski był również zwolennikiem konstruktywizmu. Mówi on o tym, że uczenie się dziecka oparte jest na aktywnym dążeniu do zrozumienia świata.

Tutoring – jego założenia łączą zarówno teorie głoszone przez Marię Montessori i Lwa Wygotskiego. To metoda dydaktyczna, w której tutor (łac. opiekun) kieruje rozwojem dziecka, uważnie podchodząc do wyników jego pracy. Istotą tej metody są indywidualne, regularne spotkania w atmosferze dialogu i partnerstwa. Zadaniem tutora jest motywować dziecko do rozwoju, które ułatwi mu samodzielne myślenie, budowanie opinii, sądów opartych na wiedzy i rzeczowych argumentach.  Motywowanie  zaś opierać się ma na stawianiu mądrych pytań, które mają wspierać dziecko w poszukiwaniu własnej drogi edukacyjnej.

 


Zdjęcie główne: screen z filmu „HARRY POTTER i więzień Azkabanu”, (c) Warner Brothers