Nauczycielka stanęła w obronie dzieci i zgłosiła przemoc. W nagrodę… dostała wypowiedzenie. “Zaraza obojętności”

Wszyscy raczej zgadzają się co do tego, że nauczyciele powinni reagować, gdy widzą krzywdę dziecka lub podejrzewają, że może być ono ofiarą przemocy. Najmłodsi często wstydzą się mówić o sytuacji w domu i ukrywają ślady znęcania, dlatego rolą dorosłych jest zapewnić im pomoc. Nie brakuje jednak osób, które wolą odwracać wzrok i nie wychylać się. Zdarza się, że to właśnie tych, którzy reagują, spotyka ostracyzm. Tak było w przypadku nauczycielki z Białegostoku.

Nauczycielka zgłosiła, że dzieci są bite. Została zwolniona

Co jakiś czas docierają do nas smutne informacje o tragicznych wydarzenia, które dotyczą dzieci. Kiedy dochodzi do przemocy i najmłodszym dzieje się krzywda, zawsze pojawiają się pytania, dlaczego nikt nie reagował, gdzie byli sąsiedzi, znajomi, nauczyciele. Brak reakcji ze strony otoczenia budzi oburzenie, ale okazuje się, że zgłoszenie problemu nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać. Przekonała się o tym nauczycielka z Białegostoku, która twierdzi, że została zwolniona za to, że stanęła w obronie dzieci.

Pani Magdalena Jaroszewska pracowała w jednym z miejskich przedszkoli. Pewnego dnia zwróciła uwagę na niepokojące zachowanie dwójki swoich podopiecznych, a na ich ciele dostrzegła ślady przemocy – siniaki, zadrapania. Nauczycielka natychmiast zareagowała i zgłosiła sprawę dyrekcji, ale gdy ta nie zainteresowała się sprawą jak należy, postanowiła osobiście powiadomić o zdarzeniu policję.

Kiedy na początku kwietnia dwoje z moich podopiecznych zgłosiło mi, że jest bitych przez rodziców a na ciele ich widziałam ślady przemocy m.in duszenia, bez wahania zgłosiłam sprawę Policji a jedno z dzieci zostało zabrane przez pogotowie ratownicze do szpitala…Wpis pani Magdalena Jaroszewska na Facebooku

Pani Magdalena postanowiła zatroszczyć się o krzywdzone dzieci, mimo niezbyt przychylnego stosunku koleżanek i kolegów. Jak się okazało, całe grono pedagogiczne miało świadomość tej sytuacji, ale wolało przymykać oczy i się nie wychylać. Do podobnej postawy dyrekcja nakłaniała także panią Magdalenę.

Również młode pokolenie pedagogów zgodnie i solidarnie trzymało sztamę w „niewychylaniu się”. Jest to na tyle obrzydliwe, że np. jedno Dziecko jest zaniedbane i wielokrotnie przychodziło do placówki pobite. Wykształcona Pani logopeda twierdzi, że:” Dziecko nie zgłaszało przecież przemocy”… No fakt, nie zgłaszało… bo w wieku 6 lat nie mówi!!!!Wpis pani Magdalena Jaroszewska na Facebooku

Niestety za swoją reakcję panią Magdalenę spotkały przykre konsekwencje. Jak twierdzi, została zwolniona z pracy właśnie dlatego, że postanowiła nie być obojętna.

Zobacz: Nauczyciele zarabiają minimalną, a resort Czarnka nielegalnie rozdaje miliony? NIK ujawnia szczegóły działania MEiN

“Nasza praca to coś więcej niż nauczanie”

Nauczycielka jest wstrząśnięta postawą swoich kolegów i koleżanek po fachu. Apeluje, aby na co dzień wykazywać się jednak większą wrażliwością i poza codziennymi obowiązkami zachować także czujność na niepokojące sytuacje.

W każdym zawodzie są pasożyty, ale żeby taka zaraza obojętności, znieczulicy ogarnęła większość grona PEDAGOGICZNEGO? Drogie „Uczycielki” Nasza praca to coś więcej niż nauczanie, to towarzyszenie dziecku, opieka i troska. Ofert pracy dla nauczycieli jest mnóstwo! zachowaj się jak trzeba i jeśli chcesz to odejdź, ale zachowaj się jak trzeba! To my pedagodzy możemy zauważyć wszystko jeśli chcemy…Wpis pani Magdalena Jaroszewska na Facebooku

Pani Magdalena postanowiła zgłosić całą sprawę do Rzecznika Praw Dziecka, do Sądu Rodzinnego i do Prokuratury Rejonowej, aktualnie toczą się postępowania. Kobieta podjęła także decyzję o porzuceniu zawodu nauczyciela do momentu, gdy system nie ulegnie zmianom.

Sprawdź też:

Rodzice.pl - ciąża, poród, dziecko - poradnik dla Rodziców
Logo