2 strony naszego Forum

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)
  • Autor
    Wpisy
  • #20483

    ola2

    Czy czasem czytacie posty dziewczyn starających się, mających problem z zajściem w ciążę, tych które poroniły???
    Ja przed chwilką przeczytałam kilka i popłakałam się, przypomniałam sobie że ja tez miałam krwotok (lekarz podejrzewał poronienie), i też mogło sie to skończyc tak jak niektórym dziewczynom. Ale biedne, jak czytam, co czują, to mi smutno.
    Są 2 strony, my tutaj z naszymi dzieciaczkami – nasze obawy, radości i problemy i dziewczyny w postach poniżej – tylko z problemami i smutkami.
    ALe mi ich żal.

    Ola

    #284718

    o-d

    Re: 2 strony naszego Forum

    Ja przyznaję, że rzadko zaglądam do dziewczyn starających się, oczekujących i po poronieniach… czasu już brak… Ale czasem staram się cos przeczytać – tak poznałam MMG:))

    Ola+Staś+Tadzio+Basia



    #284720

    lea

    Re: 2 strony naszego Forum

    Staram się nie czytać… choć np. czytałam 2 dni temu na Oczekujących posta Wizard… cierki przechodziły
    czasami bywam na starających się
    na poronieniu byłam raz plus to, co czytałam o poronieniach na innych forach
    straszne… nie uciekam przed tymi problemami, ale jestem osobą która dla własnego dobra takich rzeczy sama szukać nie powinna… zresztą teraz kiedy czytałam o ciązy Palomy… niby wiedziałąm to wszystko, co przechodziła… i niby ja miałam trudną ciążę.. ale nie TAK trudną… mysl o kolejnym dziecku taka była radosna dla mnie, że oze kiedys jeszcze… i że będzie fajnie… a kiedy poczytałam o tych problemach, przypomnialy mi sie własne lęki… tak, zdecydowanie nasze forum ma dwie strony… tyle szczęścia i tyle tragedii tak blisko siebie…

    Lea i Mateuszek (14.03.03)

    #284721

    klucha

    Re: 2 strony naszego Forum

    Tak zaglądam tam czasami i zawsze oczy mam pełne łez. Ja w drugiej połowie ciąży musiałam leżeć i brać lekarstwa przeciwskurczowe.
    Mam koleżankę która przeżyła stratę nienarodzonego dziecko, któremu przestało bić serduszko. Pamiętam jak dziś ten dzień gdy wróciła od lekarza z diagnozą. Zgroza. Zuzia miała wtedy 4 miesiące, usiadłam przy jej łóżeczku i wyłam przez cały dzień nad tą niesprawidlowością. Są ludzie którzy zabijają własne dzieci, bo im przeszkadzają. A ci którzy je pragną poprostu nie mogą ich mieć. Dziękuję Bogu za moją kruszynkę.
    Druga koleżanka bezskutecznie stara się o dziecko od 10 lat…
    I powiem Wam jeszcze jedno, że trzymam kciuki za te dziewczyny, za ich szczęście, żeby doświadczyły tego wszystkiego co my. Mocno trzymam i wierzę.

    Izka i Zuzanka (12.V.2002 r.)

    #284722

    kas

    Re: 2 strony naszego Forum

    Podobne odczucia miałam leżąc w szpitalu na patologii ciąży gdy miałam robioną krzywą glikemii. Ja tu całkiem zdrowa wpadłam na chwilkę: mogę chodzic, właściwie robić co mi się podoba z wyjatkiem obżerania się, a obok leżą prawdziwe pacjentki. Jedna z przedwczesnymi skurczami, ale juz w końcówce ciąży i druga dziewczyna po dwóch poronieniach w chyba 14 tygodniu z zagrożoną ciążą. Strasznie źle się czułam…

    Kaśka mama Zuzanki (16.10.2002)

    #284723

    pluto

    Re: 2 strony naszego Forum

    Mnie tez jest ich żal

    Julka i Karolek (rok i pięć dni)



    #284724

    lidia0

    Re: 2 strony naszego Forum

    wiele przypadków to tragedie z których naprawdę ciężko się otrząsnąć i wrócić do normalnego życia (tak naprawde to nigdy się nie zapomina czegoś takiego)
    ja „doświadczyłam takiego losu” a teraz jestem TU i za trzecim podejściem mam dwójkę wspaniałych maluchów i wiecie co……….. wszystkie te dziewczyny powinny mieć wynagrodzone to podwójnie tak jak ja !!!!
    miejmy nadzieję że każda z nich dołączy wkrótce do nas jako szczęśliwa mamuśka

    Lidia, Alanek i Dawidek(23.05)

    #284725

    cait

    Re: 2 strony naszego Forum

    Czasem czytam, u nas i na Sakurze. Ja tak samo byłam zagrożona poronieniem – w 12 tygodniu miałam krwotok. Pamiętam to bardzo dokładnie. W sumie, to dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że jestem w ciąży, że jest we mnie maleńkie życie, które już bardzo kocham. Szok był potworniy, bo mój ginekolog lakonicznie stwierdził: „Roni się.” Dobrze, że była ze mną koleżanka, bo chyba bym nie miała siły zejść ze schodów… Pojechałyśmy szybko do szpitala, i tam, po długim USG transwaginalnym, pani doktor głośno odetchnęła. Dawała mi 50% szans, i to tylko wtedy, jeśli będę przynajmniej 2 tygodnie leżeć. Leżałam… ominęło mnie magisterium (zdałam w końcu we wrześniu)… ale udało się! Ala jest teraz z nami, i nie wyobrażam sobie życia bez niej!
    Nie muszę chyba tłumaczć, dlaczego tamten ginekolog nie był dłużej moim lekarzem.

    Nie chcę porównywać mojego przeżycia, do tego, czego doświadczają dziewczyny, które poroniły. Umiem jednak docenić szczęście, jakie mnie spotkało. Tym bardziej, że 2 lata wcześniej dowiedziałam się, że mam PCO i dzieci mogę wcale nie mieć… Rozumiem więc też dziewczyny z Niepłodności… bo ja zawsze chciałam mieć dzieci, troje, a może…
    I za wszystkie te dziewczyny trzymam kciuki.

    Pozdrawiamy!

    Cait + Alka (15 stycznia 2003)

    #284726

    milva

    Re: 2 strony naszego Forum

    Niepewność podczas ciąży doprowadzała mnie czasem do depresyjnych myśli (mojego męża też-przeze mnie).
    Praktycznie przez całą ciąże (opórcz jednego miesiaca) brałam tabletki (najpierw Dupfaston na utrzymanie ciąży potem Fenoterol przeciw skurczom-od 5 m-ca). Czarne myśli nachodziły mnie bez przerwy-chociaż starałam się je odpędząć. W szpitalu poleżałam najpierw prawie miesiąc, potem tydzień (podejrzenie wyciekania wód) i tydzień przed porodem (zmiany wątrobowe).
    Moja mama leżała w szpitalu 7 m-cy – w czasach, kiedy aborcja była proponowana przez lekarzy na pierwszej wizycie. Mama się uparła, że urodzi swoje dziecko. Kłóciła się z lekarzami, którzy na siłę chcieli „usunać ciążę” czyli zabić mojego brata (ma dziś 15 lat i jest zdolnym, energicznym przystojniakiem).

    Współczuję wszystkim, którzy stracili dziecko lub którzy biologicznie nie mogą go mieć. Żal mi też bidulek, które leżą miesiącami w łóżku szpitalnym czy w domu. I sama staram się nie czytać o ich tragediach bo (jak jużpewnie wiecie) jestem bardzo wrażliwa na tym punkcie.

    Pozdrawiam.

    Milva i 7-m-ny Dawidek z 4 !!!! ząbkami:))

    #284727

    ada77

    Re: 2 strony naszego Forum

    Jeszcze nigdy nie byłam na tamtej str, bo jakoś… nie mogę. Wiem, że ryczałabym caly dzień, a myslała o tych dziewczynach do końca zycia. Bardzo im współczuję, ale wiem też, że one nie chca tego współczucia, zwłaszcza od nas. One chcą dziecka, a nie użalania się nad nimi szczęśliwych mamuś, bo to jest …czy ja wiem…w jakis sposób perswersyjne, cyniczne. Oczywiście nie wynika to z naszej postawy, to nie my bylybyśmy cyniczne, ale z calej sytuacji, zasadniczej różnicy pomiędzy ich i naszym położeniem… To taka ironia losu. A nie da się przeciez nie współczuć. Nie umiałabym im nic napisać…Nic co chcialyby ode mnie uslyszeć. Nie wiem czy dobrze tlumaczę, ale może mnie rozumiecie…Oddałabym wiele, żeby im pomóc..Może kiedyś tam zajrzę…Może dziś…
    ada77 i miki



    #284728

    mygdu

    Re: 2 strony naszego Forum

    Ja jestem z tej drugiej strony:( znalazłam to forum kiedy byłam w trzeciej ciąży i mimo wszystkich lęków i obaw było mi z wami raźniej. Czytam wszystkie wątki i czasami zastanawiam się czy jak odpowiadam komuś na „kiedy dziecko już jest” lub na „oczekujących” to czy jestem tam mile wiedziana, czy może ktoś sobie myśli co ja tam robię skoro nie mam dzieci….. Zbieram się do czwartego podejścia i tylko czytanie szcześliwych zakończeń ciąż ładuje mi akumulatory do dalszego działania. I naprawdę rozumię dziewczyny że nie czytają naszych postów na naszym forum bo są straszne i smutne a w ciązy terzeba być w dobrej kondycji psychcznej a nie martwić się przez czyjeś niepowodzenia. No cóż niedługo minie rok jak z wami jestem i naprawdę to świetne miejsce

    Mygdu i trzy aniołki

    #284729

    ola2

    Re: 2 strony naszego Forum

    miałam podobną do ciebie sytuację, byłam w 5 tyg ciąży. Najpierw krwawienie, potem krwotok – pamietam jak dziś, byłam u mamy na świętach, zasiadamy do stołu w niedziele a tu – olbrzymi krwotok. Zadzwoniłam do lekarza – „p[roszę obserwowac czy skrzep nie wyleci”. Okropne. Na USG dopochwowym, nie wpuścił męża ” bo nic tam najprawdopodobniej nie ma” „o jest!!! ” – powiedział lekarz. Też leżałam z łóżku, bałam się nawet sikać.
    Lekarza też zmieniłam.
    Ola

Postów wyświetlanych: 12 - od 1 do 12 (wszystkich: 12)


Musisz się zarejestrować lub zalogować, żeby odpowiedzieć

Close